Kody młodości – czyli jak zwiększyć produkcję kolagenu

Nie tylko geny sprawiają, że niektórzy ludzie wyglądają młodziej niż wskazuje na to metryka. Właściwe odżywianie ma również niebagatelny wpływ, może nawet większy niż geny.

Niektóre pokarmy zawierają związki, które pobudzają produkcję kolagenu, głównego białka tkanki łącznej, która miedzy innymi odpowiedzialna jest za gęstość skóry i utrzymanie jej napięcia, wiązanie wody i utrzymanie nawilżenia,  procesy regeneracji i odmładzanie organizmu.

Do takich pokarmów należą miedzy innymi:  pestki dyni, słonecznika, ziarna sezamu, lnu, kiełki i zarodki pszenne, orzechy, cynamon, migdały, jagody, wiśnie, płatki owsiane, zielona herbata, kapusta, czosnek, soczewica, oliwa z oliwek, kasza gryczana, jajka i wiele innych

dieta odmladzajaca

Uwzględniając w codziennej diecie takie produkty, właściwie nawadniając organizm, unikając cukru i  żywności przetworzonej można odmłodzić organizm o 10-15 lat w przeciągu 30-50 dni czyli w czasie pełnego cyklu wymiany komórek . Zarodki pszenne, len czy pestki dyni można na przykład codziennie dodawać do sałatek.

Ale najwartościowsze i najłatwiej przyswajalne są w formie koktajli.

Koktajl Przeciwzmarszczkowy Eliksir Młodości 

Koktajl przeciwzmarszczkowy eliksir młodości½ szklanki jagód
½ szklanki truskawek
¼ szklanki mleka migdałowego lub innego roślinnego
3 łyżeczki zmielonych orzechów włoskich lub laskowych
2 łyżeczki zmielonych pestek dyni
1 łyżeczka zmielonego siemienia lnianego
½ łyżeczki cynamonu

Wszystkie składniki dobrze zblendować. Otrzymamy pyszny i zdrowy koktajl, który przywróci skórze jędrność i blask.

http://sekrety-zdrowia.org/

Reklamy

Jak zrobić samodzielnie w prosty, szybki i tani sposób mleko roślinne?

W sklepach są ryżowe, migdałowe, owsiane, sojowe, kokosowe, waniliowe… wybór jest duży, jednak cena odstrasza.

Mleko roślinne to napój z ziaren lub orzechów. Pyszne, zdrowe i o szerokim spektrum zastosowań. W sklepach dostępne są ryżowe, migdałowe, owsiane, sojowe, kokosowe, smakowe, z dodatkiem wanilii… wybór jest szeroki, jednak cena często odstrasza. Nie rzadko za karton musimy płacić ok. 8-10 zł. Jest sposób aby mieć pyszne, zdrowe i świeże mleko roślinne w dużo niższej cenie, wystarczy przygotować je samodzielnie. To naprawdę proste! Wystarczą nasiona lub ziarna i woda.

Jak zrobić samemu mleko?

Technika przygotowania takiego mleka jest prawie zawsze taka sama: moczymy 1 szklankę orzechów, pestek lub ziaren na noc, następnie płuczemy i miksujemy w blenderze lub mikserze kielichowym z 4 szklankami wody. Przelewamy wszystko przez gazę do naczynia, wyciskamy i gotowe. Możemy dodatkowo wzbogacić smak mleka, co gorąco polecamy dodając soli, cynamonu, miodu, wanilii, syropu klonowego itp. dodatków) które lubicie. To, co zostało na gazie po przecedzeniu mleka też można wykorzystać. Idealnie się sprawdza jako zagęstnik do zup i sosów lub dodatek do wypieków. Mleko roślinne to idealny dodatek do domowych lodów, zobacz też Jak przygotować takie lody samodzielnie w domu.

Teraz gdy już wiesz, że zajmuje to dosłownie chwilę koniecznie wypróbuj i zmiksuj sobie własne mleko roślinne samodzielnie. Ma ono krótki termin przydatności do spożycia, gdyż przecież nie ma w nim żądnych konserwantów. Najlepiej wypij go lub zużyj do koktajli, płatków, kawy czy naleśników w ciągu dwóch dni. Koniecznie przechowuj w lodówce, najlepiej w szklanym naczyniu.

A jakie przykładowe mleka roślinne możesz zmiksować? Zobacz polecane przez nas przykłady, z których wychodzi niecały litr mleka:

Mleko migdałowe = 1 szklanka migdałów bez skórki (namoczonych przez 8-12 godzin) + 4 szklanki wody

Mleko kokosowe = 1 szklanka wiórek kokosowych (namoczonych przez 1-2 godziny) + 4 szklanki wody. Wiórek nie trzeba płukać, można je zmiksować razem z zalaną wodą.

Mleko z orzechów nerkowca =1 szklanka nerkowców (namoczonych przez min 2-3 godziny) + 4 szklanki wody

Mleko sezamowe = 1 szklanka ziaren sezamu (namoczonych przez min 4-6 godz.) + 4 szklanka wody

Mleko słonecznikowe = 1 szklanka ziaren słonecznika (namoczonych przez min 6-8 godz.) + 4 szklanki wody

Mleko owsiane = 1 szklanka ziarna owsa lub płatków owsianych (namoczonych przez 8 godz.) + 4 szklanki wody

Mleko konopne = 1 szklanka ziaren konopi (namoczonych przez 8 godzin) + 4 szklanki wody. Łuskanych ziaren konopi nie trzeba namoczyć wcześniej.

Mleko można też zrobić np. z ugotowanej kaszy jaglanej, lub z komosy ryżowej (quinoa) lub ryżu wtedy otrzymujemy odpowiednio:

Mleko ryżowe = 1 szklanka ugotowanego ryżu + 4 szkl. wody

Mleko jaglane = 1 szklanka ugotowanej kaszy jaglanej + 2 szkl. wody

Mleko quinoa czyli z komosy ryżowe= 1 szklanka ugotowanej komosy ryżowej + 2 szkl. wody

Mleko amarantusowe = 1 szklanka amarantusa ugotowanego + 4 szkl. wody

Pamiętajcie aby dosmaczyć potem mleko, jest naprawdę przepyszne ze szczyptą soli i czegoś słodkiego.

http://pl.blastingnews.com/

Bezpieczne opalanie: jak produkować witaminę D bez szkód

Ile minut mamy przebywać na słońcu aby się nie poparzyć i jednocześnie wytworzyć witaminę D?

Nie ma co szukać odpowiedzi w encyklopedii ani w artykułach z prasy kobiecej. Wszędzie tam bowiem znajdziemy zalecenia wyrażone w minutach, gdy tymczasem prawidłowo wcale w minutach się tego nie określa. Jeśli chcesz naprawdę określić ten dobry akurat dla Ciebie czas, to najpierw musisz zaznajomić się z terminem „minimalna dawka rumieniowa”(Minimal Erythema Dose, MED). Cóż to takiego ten MED? To inaczej próg rumieniowy, czyli dawka słońca, która u Ciebie wywoła zaróżowienie skóry widoczne po 24 godzinach od ekspozycji na słońce (czy ogólnie na promieniowanie ultrafioletowe, bo może to być też np. lampa kwarcowa) oczywiście bez użycia żadnych filtrów. Chodzi o zaróżowienie, żeby była jasność, a nie o skórę czerwoną jak burak i piekącą. Takie zaróżowienie u jednych osób wystąpi po kilku godzinach ekspozycji na słońce, a u innych po kilku czy kilkunastu minutach, co zależy od wielu czynników. Większość z nas zna to uczucie, gdy skóra zrobiła się już pod wpływem promieni słońca mocno ciepła i mamy wrażenie, że właśnie zaczęliśmy się opalać. Najczęściej intuicja nas nie zawodzi: w tym momencie powinniśmy zejść ze słońca, popatrzeć na zegarek i obserwować skórę na drugi dzień: jeśli jest zaróżowiona, to właśnie tyle czasu trwa osiągnięcie naszego progu rumieniowego. W zależności od wielu czynników ten czas może być dla każdego z nas nieco inny.

Zasada numer jeden: nigdy nie dopuść do oparzenia. Na początku sezonu dawkuj słońce stopniowo, aby skóra się przyzwyczaiła, bardziej poszaleć można dopiero później. Próg rumieniowy wyznacza przy tym pewnągranicę, której nie przekraczamy i jest to czas wystarczający do wyprodukowania sobie naszej dawki witaminy D (jeśli całe ciało w samych w kąpielówkach lub bikini będzie wystawione na słońce to będzie to 10.000-25.000 j.m., średnio można przyjąć 20.000 j.m.). A jeśli masz wyjątkową słońcofobię zakodowaną w umyśle, to możesz przyjąć, że znając już swój próg rumieniowy (wynosi on  w pewnym momencie sezonu dajmy na to 30 minut), Twój ultrabezpieczny czas ekspozycji będzie wynosił mniej więcej 50-75% tego czasu (czyli w tym wypadku 15-20 minut).

 10 czynników od których zależy produkcja Twojej witaminy D

1. Odległość od równika: najwięcej witaminy mają polskie dziewczyny? Być może, ale z pewnością nie witaminy D. Tej bowiem o wiele więcej mają dziewczyny mieszkające bliżej równika (i chłopaki rzecz jasna też). To właśnie tam kąt padania promieni słonecznych bardziej sprzyja syntezie witaminy D.

mapaMinimalna dawka rumieniowa będzie więc dla Ciebie inna jeśli pojedziesz na wakacje do Kołobrzegu, a inna jeśli zdecydujesz się spędzić wakacje na Miami Beach na Florydzie.

2. Zachmurzenie i zanieczyszczenie powietrza: przez naturalne chmury promieniom słońca jest się trudno przebić i to wszyscy wiemy, ale do naturalnych chmur dochodzą jeszcze zjawiska związane z rozwojem cywilizacji, a więc względnie nowe. Smog mogą tworzyć zanieczyszczenia do których przyczyniają się wyziewy z samochodów, dymy z fabryk i z latających nad naszymi głowami samolotów. Szczególnie te ostatnie zmieniły swoje smugi kondensacyjne, niestety na niekorzyść dla chcących skorzystać ze słońca osób: pamiętam gdy byłam dzieckiem lubiliśmy z innymi dzieciakami wypatrywać przelatujących samolotów. Gdy tylko nadlatywał jakiś zadzieraliśmy głowy do głowy i darliśmy się jak opętani „Panie pilooocie, dziura w samoloooocie!” w nadziei, że pilot nas usłyszy i da się nabrać na dowcip. Doskonale pamiętam jak za czasów mojego dzieciństwa wyglądały smugi kondensacyjne: były na tle błękitnego nieba takim zabawnym cienkim śnieżnobiałym ogonkiem znikającym sukcesywnie za samolotem. Dzisiaj bardzo rzadko widuję takie znikające za samolotem ogonki, natomiast najczęściej zauważam samoloty zostawiające za sobą szerokie mleczne smugi „wiszące” na niebie godzinami, a następnie rozpływające się na boki, by utworzyć na niebie szaro-siną mleczną mgłę (takie pseudochmury), przybierające postać linii równoległych albo krzyżujących się i tworzących rodzaj szachownicy – w czasach mojego dzieciństwa takich wtedy nie było. Nie zwracałam na to zjawisko zbytniej uwagi w czasach gdy jeszcze pod wpływem medialnej antysłonecznej histerii jak wiele innych osób unikałam słońca jak zarazy i było mi obojętne jak też ono świeci.

smugi kondensacyjneNie znalazłam nigdzie naukowego wyjaśnienia na zjawisko wiszących godzinami na niebie smug samolotowych. Być może za czasów mojego dzieciństwa latały inne samoloty i/lub też używały innego paliwa? Istnieją również teorie (z gatunku spisowych), że owe smugi (zwane czasem  „chemtrails” czyli smugami chemicznymi) robione są za naszymi plecami specjalnie (geoinżynieria, rozpylanie substancji chemicznych w celu zapobieżenia globalnemu ociepleniu, znanego też pod bardziej swojską nazwą globalnego ocipienia od kiedy okazało się, że słynna dziura ozonowa zaczęła zarastać). Biorąc pod uwagę oficjalne informacje na temat tzw. projektu Solar Radation Management (SRM) taką możliwość trudno wykluczyć. Jak faktycznie jest tego nie wie nikt (oficjalnie te dziwne smugi to ślad po zwykłych samolotach, bo SRM jest jedynie „teoretycznym projektem”). Ponieważ teorie spiskowe to nie moja działka – ograniczę się tutaj jedynie do podkreślenia, że cokolwiek by to nie było i jak by na to nie patrzeć, to z pewnością owe zostawiane przez współczesne samoloty rozpływające się na boki „smugi kondensacyjne” stanowią dodatkowy przyczynek do powiększania zanieczyszczeń naszego błękitnego nieba, co sprawia, że zbawczym dla naszego zdrowia promieniom słońca ciężej jest przez te zanieczyszczenia się do nas przebić.

3. Pora roku: w miesiącach pomiędzy październikiem a marcem w miejscach będących na mapie na powyżej 35 stopni od równika (a więc również i w naszej szerokości geograficznej, ok. 52 stopnie) promienie słońca nie wyprodukują dla nas żadnej witaminy D. Witamina D może powstać pod wpływem działania promieni UVB o długości fal w wąskim zakresie 290-320 nm. Zimą słońce jest na horyzoncie w Polsce za nisko, promienie padają pod takim kątem, że nie osiągają wymaganej długości. Można się nimi co prawda np. będąc w górach poparzyć, ale nie wyprodukujemy dzięki nim żadnej witaminy D.

4. Wysokość: w górskim kurorcie słońce szybciej wywoła zaróżowienie skóry niż na terenie nizinnym. Jeśli mieszkasz w górach to masz większy dostęp do promieni UVB, Twój próg rumieniowy będzie mniejszy: zaróżowienie skóry wystąpi szybciej niż gdybyś mieszkał na morzem. Nieco szybciej opalisz się na dachu wieżowca niż na ławeczce pod blokiem.

5. Pora dnia: dostęp do produkującej witaminę D długości fal UVB jest związany z  wysokością słońca na nieboskłonie. Wczesnym rankiem i po południu możemy wiosną i latem dłużej posiedzieć na słońcu bez oparzeń, ale i dużo witaminy D wtedy nie wytworzymy. Gdy słońce jest najwyżej na niebie wtedy promienie mają możliwość produkowania największych ilości witaminy D. Tak się nieszczęśliwie składa, że są to właśnie te godziny ( z reguły pomiędzy 10 a 14) w których najłatwiej jest doznać szkód od nadmiernej ekspozycji na słońce. Jak się przed oparzeniami  zabezpieczyć w naturalny sposób o tym za chwilę.

6. Zawartość melaniny w skórze: nie bez przyczyny na największe niedobory witaminy D na naszej planecie cierpią czarnoskóre osoby mieszkające w miastach. Im bowiem skóra jest ciemniejsza tym jest bardziej chroniona przed słońcem, a więc i synteza witaminy D będzie tym wolniejsza, im ciemniejsza jest karnacja danej osoby. To właśnie melanina jest naszym najlepszym filtrem antysłonecznym, filtrem od początku do końca zaprojektowanym przez naturę, a nie syntetycznym kupionym w drogerii.

Jak podaje witryna Kliniki Mayo, gdy już staniemy się posiadaczami naturalnej opalenizny – nasza skóra będzie miała tyle melaniny, żenaturalnie nabędzie  faktor SPF  4 (SPF=Sun Protection Factor czyli wskaźnik ochrony przed promieniami UVB, wyrażenie ukute pod koniec lat 60-tych na potrzeby przemysłu kosmetycznego). Tym samym pod koniec sezonu produkcja witaminy D będzie o ok. połowę wolniejsza niż na początku sezonu gdy mieliśmy jeszcze skórę nieopaloną, ale też i dłużej można bez ryzyka poparzenia przebywać na słońcu pod koniec sezonu niż na jego początku, gdy tej melaniny jeszcze nie mamy. Możemy nieco „oszukać” słońce, jeśli przed pierwszą ekspozycją gdy jeszcze po zimie jesteśmy bladzi jak ściana, przez parę dni będziemy pić sok z marchwi, dzięki czemu nabierze ona lekko złotawej karnacji.

sokSkłonność do wytwarzania melaniny jak również naturalna jej zawartość w skórze nie jest jednakowa u wszystkich ludzi: w roku 1975 dermatolog Thomas Fitzpatrick zaproponował podział na 6 fototypów:

I typ celtycki: bardzo jasny, włosy jasny blond lub rude, często piegi, nigdy nie opala się na brązowo, bardzo łatwo ulega poparzeniom

II typ północnoeuropejski: jasna skóra, włosy blond lub ciemny blond, czasem piegi, opala się przy ekspozycjach krótkich ale częstych na brązowo, przy długich ekspozycjach jednak ulega poparzeniu

Typy I i II są bardziej niż inni narażone na niedobór witaminy D, ponieważ stosują filtry i unikają słońca o wiele częściej niż pozostałe.

III typ środkowoeuropejski: lekko śniada skóra, włosy ciemny blond lub brązowe, rzadko piegi, opala się na brązowo stosunkowo łatwo, duża odporność na poparzenia

IV typ południowoeuropejski: śniada skóra, włosy ciemnobrązowe lub prawie czarne, brak skłonności do piegów, bardzo łatwo opala się na brązowo, bardzo duża odporność na poparzenia

V typ obejmuje osoby rasy azjatyckiej oraz Arabów

VI typ obejmuje osoby rasy czarnej

Dwa ostatnie typy mają wbudowaną na stałe i od urodzenia sporą ilość pigmentu chroniącego przed słońcem, przez co będą wymagały 5-10 razy dłuższej ekspozycji aby wytworzyć witaminę D w takiej samej ilości jak w tym samym czasie osoba rasy białej. Jednocześnie osoby ciemnoskóre wskutek ochronnego działania melaniny będą bardziej chronione przed niemiłymi konsekwencjami wywołanymi działaniem słońca (np. oparzenia). Natura jak widać wszystko dokładnie przemyślała

7. Wiek: osoby młode łatwiej wytwarzają witaminę D niż osoby starsze, u których z wiekiem maleje ilość prekursorów witaminy D. Jeśli przez ten sam czas na słońcu będą przebywać dwie osoby o takiej samej karnacji: młodsza i starsza, to ta druga wytworzy średnio o około 25% mniej witaminy D od tej pierwszej. Paradoksalnie osoby starsze częściej unikają słońca, choć zapotrzebowanie na witaminę D wzrasta z wiekiem. Dlatego też niedobory obejmują niemal całą populację powyżej 70 roku życia, które nie pobierają dodatkowej porcji witaminy D z suplementów. Osoba 70-letnia wytworzy w tym samym czasie  już jedynie ok. 30% witaminy D w porównaniu z osobą 20-letnią.

8. Waga: jeśli masz nadwagę, to możesz specjalnie nie unikać słońca w nadziei uzupełnienia niedoborów witaminy D, a po wakacjach stwierdzisz ze zdziwieniem odbierając wyniki badań, że wcale Ci jej tak dużo w plazmie nie przybyło. Jak to możliwe, gdzie podziała się moja witamina D, zapytasz? Otóż witamina D jest witaminą rozpuszczalną w tłuszczu. Dlatego też u osób mających sporo nadprogramowych kilogramów zostanie ona uwięziona w tkance tłuszczowej, zamiast krążyć w krwiobiegu i docierać tam gdzie jest potrzebna. Jest to jeszcze  jedna z przyczyn dla których osoby z nadwagą lub otyłością są bardziej narażone na wszelkiego typu choroby cywilizacyjne: ich receptory witaminy D nie otrzymują jej, ponieważ zostaje ona uwięziona w tkance tłuszczowej. Pewne przemiany biochemiczne zostają więc spowolnione lub wręcz uniemożliwione, co prędzej czy później powoduje wystąpienie symptomów takiej czy innej choroby systemu skazanego na powolną degenerację. Dlatego im więcej masz nadprogramowych kilogramów, tym bardziej oprócz ekspozycji na słońce wskazana jest dodatkowa suplementacja, która jak stwierdzili badacze – ułatwia w naturalny sposób zrzucenie nadwagi. Potwierdza to też Jeff, o którym pisałam w poprzednim artykule: w miarę jak jego poziom witaminy D we krwi się zwiększał, jego tkanka tłuszczowa sama z siebie zaczęła się „wytapiać” ponieważ zasycały go mniejsze porcje jedzenia jak również stracił on  ochotę na słodycze i potrawy ciężkostrawne.

9. Stosowanie kosmetyków i leków: przemysł kosmetyczny przed każdym sezonem zaciera ręce, bo słońcofobia została tak skutecznie wpojona w umysły współczesnych ludzi, że sprzedaż kosmetyków antysłonecznych strzela w górę już od pierwszych pogodnych dni wiosny. Eksperci z telewizji doradzają, że najlepiej stosować filtr o faktorze minimum 30, a jeszcze lepiej 50 albo 60 i w żadnym wypadku nie wychodzić na dwór bez ochrony, bo tam na dworze czyha na nas i na nasze dzieci straszny rak. Jest to co najmniej głupie i nie poparte faktami. To raczej z braku witaminy D mamy coraz więcej przypadków raka, w tym także skóry. Bo żaden z ekspertów straszących przed słońcem i nakazujących stosowanie filtrów już przed wyjściem z  domu jakoś dziwnie nie napomina jednocześnie, aby przed wyjściem z domu razem z aplikacją kosmetyku  wziąć zastępczo kapsułkę witaminy D, ponieważ aplikując filtr NIE będziemy mogli wytwarzać jej sobie przez skórę.

Jak podaje dr Zaidi już krem o SPF 8 hamuje produkcję witaminy D w skórze o więcej niż 90%, a krem o SPF 15 już o 99%. Czy więc tak naprawdę potrzebne nam są coraz to nowsze kosmetyczne wynalazki o absurdalnie wysokich „ochronnych” filtrach, czy też jest to jedynie zabieg marketingowy? Tak naprawdę to te wszystkie reklamowane cudeńka w kolorowych tubkach chronią nas przed czym? Zwróćmy uwagę: od ponad półwiecza miliony ludzi wciera w siebie coraz to nowocześniejsze kremy i nawet blokery UV, a odsetek przypadków raka skóry (i nie tylko zresztą skóry) dokładnie w tym samym czasie rośnie zamiast maleć. Coś robimy cholernie źle i chyba nie tędy droga!

Dlaczego kremy z filtrami miały chronić, a nie bardzo chronią? Otóż raka skóry mogą wywołać obydwa rodzaje promieniowania: zarówno penetrujące głęboko naszą skórę UVA, jak i penetrujące jedynie naskórek UVB, ale tylko UVB ma wpływ na syntezę witaminy D w naszej skórze. Tymczasem większość kremów z filtrami chroni właśnie przed UVB (czyli zaburza nam wytwarzanie witaminy D), ale mało lub wcale przed UVA. Widniejący na opakowaniu faktor SPF odnosi się do promieni UVB, natomiast stopień ochrony przed promieniami UVA trudno zmierzyć, więc nie ma ujednoliconej skali wartości – musimy wierzyć producentowi na słowo.

Gdy posmarujemy się filtrem zyskujemy fałszywe poczucie bezpieczeństwa, gdy tymczasem podwójnie tracimy: nie możemy wytwarzać potrzebnej nam do przemian biochemicznych witaminy i jednocześnie bardzo często za długo wtedy przebywamy na słońcu (np. kupujemy bardzo wysoki filtr myśląc, że dzięki niemu możemy bardzo długo być na słońcu bez szkody dla zdrowia) pochłaniając nadmierne ilości UVA odpowiedzialnego za powstawanie raka skóry. Te ilości UVA zaszkodziłyby nam może mniej gdybyśmy byli chronieni przez między innymi witaminę D. Ale jej nie mamy, bo właśnie sobie zablokowaliśmy jej syntezę, a do opakowania żadnego kremu z filtrem nie są dołączane kapsułki z dawką 10.000-25.000 j.m. witaminy D do zastosowania zamiast słońca, bo firmy kosmetyczne mają gdzieś Twoją witaminę D, chcą po prostu sprzedać Ci swój produkt. Nasi przodkowie nie znający kremów z filtrem dużo rzadziej zapadali na raka skóry pomimo dłuższego kontaktu ze słońcem niż ma to miejsce dzisiaj.

Druga rzecz o jakiej mało osób wie, to stosowanie leków. Niektóre leki mogą nam nieźle namieszać. Do największych wrogów witaminy D należąleki sterydowe  (steroidy): jedne z najchętniej dzisiaj przepisywanych przez lekarzy leków „na wszystko”. Sterydy wręcz pożerają nasze zasoby witaminy D, zaburzają też pracę naszych receptorów witaminy D. Dlatego dr Zaidi zwiększa dwa a nawet trzy razy dobową dawkę witaminy D wszystkim swoim pacjentom przyjmującym leki sterydowe z jakichkolwiek powodów.

10. Zasłanianie się od promieni słońca: nosimy ubrania, okulary przeciwsłoneczne, parasolki. To wszystko chroni nas przed promieniami UVB, podobnie jak szkło (szyby w  domu, w aucie), ale nie przed UVA. Promienie UVA są w stanie penetrować przez szkło czy tkaninę. Promienie UVB tego nie potrafią. Dlatego korzystanie ze słońca przy zamkniętym oknie w domu nie jest dobrym pomysłem, docierają do nas wtedy jedynie promienie UVA, a witaminy D i tak nie wytworzymy.

dzidziaW pewnych rejonach świata gdzie zakrywanie ciała ma podłoże kulturowe (ale i praktyczne z uwagi na bliską odległość od równika i palące tam słońce) np. Indie czy Arabia Saudyjska na niedobór witaminy D cierpi 80-100% społeczeństwa.

Jak się chronić przed szkodami?

Ustalmy sobie jedną rzecz raz na zawsze: nie musimy histerycznie chronić się przed słońcem jako takim, musimy jedynie wiedzieć jak nie dopuścić do tego, aby jego nadmiar wyrządził nam szkody i umieć nie dopuścić do tych szkód. Umiarkowane natomiast ilości słońca są nam zwyczajnie i po prostu potrzebne do życia, podobnie jak tlen i woda.

1. Przede wszystkim nigdy nie dopuszczajmy do oparzenia skóry. Zdrowa ilość słońca to ta, która nie przekracza Twojego progu rumieniowego (tzw. MED)

2. Dostosuj ochronę do sytuacji. Nie potrzebujesz filtra 50 gdy wychodzisz z dziećmi na półgodzinny spacer po parku po południu. Jednak gdy z jakichś powodów wiesz, że może czekać Cię spędzenie przekraczającego Twój próg rumieniowy czasu na słońcu bez odrobiny cienia, to zastosuj filtr, najlepiej gdy będzie to substancja naturalna (np. olej z pestek malin, z kiełków pszenicy lub własnoręcznie wykonany krem).

Przed zniszczeniami wywołanymi oparzeniem słonecznym doskonale chroni skórę witamina E stosowana zewnętrznie. Natknęłam się w książce„Orthomolecular Medicine For Everyone: Megavitamin Therapeutics for Families and Physicians” na historię z życia wziętą opowiedzianą przez dra Andrew Saul’a: pewnego razu posmarował się jak zazwyczaj witaminą E (400 j.m. na kapsułkę) na plaży, jednak skończyły mu się kapsułki i na prawą nogę nie starczyło. Niechcący zasnął pod prażącym jak ogień słońcem. Nazajutrz wyglądał jak arlekin: całe ciało ładnie i bez żadnej szkody dla skóry zmieniło prawidłowo kolor na przyjemny dla oka brąz, ale prawa noga czerwona i piekąca, doznała oparzenia. Ta właśnie część ciała nie była chroniona witaminą E!

Jak widać jest to potężna broń przeciwko oparzeniom słonecznym, która nawet przy przedawkowaniu słońca nie zawodzi. Witamina E ma bowiem silnewłasności antyoksydacyjne. Nawet gdy operuje ostre słońce i teoretycznie powinno dojść do uszkodzeń – witamina E nie dopuści do ich powstania. Czy działa jak filtr? Nie, nie odbija promieni sama przez się. Ale gdy penetrują one skórę – witamina E nie dopuści do zniszczeń. Tak naprawdę nie ma powodu bać się słońca jako takiego i blokować sobie z tego strachu witaminodajne promienie UVB, natomiast to co zawsze ( i słusznie!) budzi nasze obawy to zniszczenia wywołane słońcem a raczej nadmiarem słońca. Można im łatwo zapobiec sposobami naturalnymi, które są tanie i skuteczne, a na dodatek nietoksyczne. Zamiast smarować się preparatami odbijającymi promienie (związki cynku czy tytanu) można przechytrzyć słońce częstując je antyoksydantami, czyli nie dopuścić do nadprodukcji wolnych rodników jaka normalnie mogłaby mieć miejsce. To nie słońce samo w sobie szkodzi, lecz procesy wywołane jego nadmiarem przy sprzyjających ku temu warunkach. Stosując codziennie antyoksydanty wewnętrznie (w pokarmach: witaminy, fitozwiązki, kwasy tłuszczowe głównie Omega-3, itd.) jak i zewnętrznie (naturalne oleje nałożone na skórę) stwarzamy warunki niesprzyjające dla „rodników-szkodników”, które mogłyby zniszczyć nam skórę.

Przypomnijmy, że na tej samej zasadzie działa ostropest plamisty o czym pisałam wcześniej, a konkretnie rzecz biorąc zawarta w nim substancja o nazwie sylibinina. To podobnie jak witamina E potężna broń przeciwko uszkodzeniom na jakie możemy być narażeni poprzez przedawkowanie słońca. Przypomnijmy co takiego robi dla nas sylibinina, która w badaniach wykazała  potrójne działanie:

a) powodowała apoptozę (śmierć) komórek zmutowanychpromieniowaniem UVA,
b) nie była jednocześnie w żaden sposób toksyczna dla komórek zdrowych
c) przyspieszała naprawę uszkodzonych promieniami UVB komórek, w których nie było złośliwych zmian.
Obydwie metody nie są bardzo drogie w stosowaniu: ostropest kosztuje zaledwie parę zł za opakowanie, zaś naturalną witaminę E (d-alpha-tocopherol) w ilości 200 j.m. na kapsułkę można dostać bez recepty w aptece (Tokovit 200 firmy Hasco Lek) za ok. 8-10 zł/60 kapsułek. W sklepach z suplementami można dostać witaminę E jeszcze mocniejszą – 400 j.m. na kapsułkę i o bogatszym składzie (mieszanka naturalnych tokoferoli i tokotrienoli).
Zamiennie można też użyć czystego olejku z kiełków pszenicy – rekordzistę wśród olejów jeśli chodzi o zawartość witaminy E (255 mg / 100 g, to ok. 8 razy więcej niż oliwa z oliwek). Już sam w sobie olejek z kiełków pszenicy zapewnia ochronę jak krem z filtrem o faktorze SPF ok. 20 (oliwa z oliwek 2-8 w zależności od odmiany), właśnie z powodu rewelacyjnie wysokiej zawartości witaminy E. Przeciwwskazaniem do jego stosowania jest jednak uczulenie na pszenicę (nie mylić z uczuleniem na gluten). Czysta witamina E w kapsułkach (200 lub 400 j.m. na kapsułkę) będzie mieć działanie ochronne jak środek o jeszcze wyższym faktorze niż olej z kiełków pszenicy (rzecz jasna mechanizm działania jest zupełnie inny niż kosmetyków z drogerii).
Jeśli przed rozpoczęciem kąpieli słonecznych połączymy kilka środków naturalnych: przed pierwszym wyjściem na słońce będziemy przez parę dni pić wystarczające ilości soku z marchwi nadające skórze złotawy odcień tym samym podnosząc jej naturalny faktor ochronny, będziemy regularnie dostarczać rozmaitych antyoksydantów w pożywieniu w tym sylibininy spożywając codziennie łyżkę świeżo zmielonego ostropestu dodanego np. do naszych porannych płatów musli, a dodatkowo przed samym wyjściem na słońce zaaplikujemy na skórę antyoksydant (np. witaminę E w kapsułkach lub olejku), to może się okazać, że nam słońce nie takie wcale groźne jak je malują. Możemy wtedy przy rozsądnym użytkowaniu słońca wypiąć się  na chemiczne kosmetyki z drogerii tak naprawdę.
Czy promienie UVA/UVB nie będą na nas działały? Będą, bo taka ich natura. Ale nie spowodują szkód dla skóry i całego organizmu. Substancje ochronne pochodzące z natury nie będą przy tym blokować naturalnej syntezy witaminy D, która jest dla nas kluczowa, bo wszystkie praktycznie organy naszego ciała nie bez powodu są wyposażone w receptory tej witaminy. Natura, która nam dała promienie słońca dała nam również sposoby na ochronę przed ewentualnymi szkodami jakie mogłyby dla nas poczynić zastosowane w nadmiarze. Chrońmy się przed szkodami, a nie przed samym słońcem! :)

3. Najlepsza ochrona przeciwsłoneczna to żaden krem lecz po prostu cień. Gdy już wystawisz ciało na promienie słońca w ilości odpowiadającej Twojej 1 minimalnej dawce rumieniowej (jak podaje ekspert od witaminy D, dr Michael Holick powinno to wytworzyć dla nas dawkę średnio ok. 20.000 j.m. witaminy D zakładając, że byliśmy w stroju kąpielowym), to naprawdę wystarczy. Nie sposób sobie syntetyzować witaminy D na zapas, więc dalsze przebywanie na słońcu (z filtrem lub bez) jest bezużyteczne i nie opłaca się: nie przyniesie więcej korzyści, a może przynieść szkodę. Umiarkowana ilość słońca wzmacnia organizm, lecz jego nadmiar nasz system może osłabić. Jak nadmiar wszystkiego zresztą! Zakryj ciało przewiewnym odzieniem i szerokim plażowym kapeluszem, usiądź pod parasolem lub wejdź do środka domu. Najlepszy środek antykoncepcyjny to jak wiadomo nie pigułki, spirale czy prezerwatywy, lecz „szklanka wody zamiast” (czyli na 100% nie zajdziemy w ciążę JEDYNIE wtedy gdy zamiast oddać się rozkoszom upojnych nocy wypijemy szklankę wody, wszelkie inne bowiem metody mają skuteczność mniejszą niż 100%). Podobnie jest ze słońcem. Nie ma pewniejszej ochrony przed przedawkowaniem słońca jak po prostu cień! Jeśli nie masz szansy na cień patrz punkt powyżej: chroń się przed szkodami, bo przed samym słońcem nie będzie możliwości.

A co jeśli przesadzimy?

Jeśli zdarzy nam się przekroczyć nasz próg rumieniowy i dojdzie dooparzenia skóry słońcem to najlepszym lekarstwem jest (znowu!) witamina E. Zaaplikowanie kapsułek z witaminą E na dotknięte oparzeniem słonecznym części ciała bardzo szybko łagodzi wszelkie nieprzyjemne symptomy. Jeden warunek: musimy zaaplikować ją możliwie szybko. To tak jak z witaminą C w przypadku przeziębienia: im szybciej zaatakujemy przeciwnika witaminą, tym skuteczniej (szybciej) pozbędziemy się symptomów ataku.  Nie ma co zwlekać. Jeśli przedobrzyliśmy ze słońcem i czujemy to – od razu sięgnijmy po kapsułki z witaminą E 200 j.m. a jeszcze lepiej 400 j.m./kaps. Należy przekłuć je szpileczką i aplikować witaminę co najmniej dwa razy dziennie, aż do ustąpienia symptomów.

Jeśli powierzchnia skóry jest bardzo duża – możemy wmieszać witaminę E do innego nierafinowanego oleju jaki mamy pod ręką: oliwa z oliwek powinna być w każdym domu.  Olej z kiełków pszenicy będzie jeszcze lepszy jako nośnik dla witaminy E.  Albo olej z czarnuszki. Po takim potraktowaniu skóry nawet przy dosyć poważnych oparzeniach słonecznych nie dojdzie do „schodzenia skóry” czyli pozbywania się martwego uszkodzonego naskórka przez organizm. Schodząca skóra po opalaniu nie musi być standardem gdy na ratunek przybędzie wszechmogąca witamina E!

Uczulenie na słońce

A co z uczuleniem na słońce? Otóż tak zwane „uczulenie na słońce” czyli swędzenie, plamy i wysypki jakich zaraz po wystawieniu skóry na działanie promieni słonecznych doświadczają czasami niektórzy ludzie (pozornie zdrowi i nie przyjmujący żadnych leków), jest w większości przypadków powiązane zgłęboką awitaminozą witaminy D. Oczywiście zakładając, że nie opijaliśmy się przed wyjściem na słońce herbatką z dziurawca ani nie nałożyliśmy na skórę kosmetyków mających działanie fotouczulające. Suplementacja witaminą D (10-15 tys. j.m. na dobę) na kilka dni przed korzystaniem ze słońca w  wielu wypadkach „uczulenia na słońce” może być pomocna. Ponadto fotowrażliwość występuje także gdy mamy za małe zapasy niacynyw ustroju. Ciało wysyła wtedy sygnał, który my odczytujemy jako „uczulenie na słońce”. W takim przypadku może być pomocne zalecenie dra Abrama Hoffera: 200 mg niacyny na dobę, jako że nadwrażliwość na słońce może być spowodowana właśnie niedoborem niacyny: jeden z objawów pelagry to dermatitis czyli stan zapalny skóry związany z nadwrażliwością na słońce i ulegający zaostrzeniu pod wpływem słońca. Teoretycznie pelagra w krajach rozwiniętych nie występuje, a praktycznie na jej rozmaitego typu subkliniczne objawy cierpi bardzo wiele osób.

Miejmy na uwadze, że to nie słońce samo w sobie jest szkodliwe, to nasz styl życia powoduje, że jest ono dla nas bardziej szkodliwe niż powinno. Gdy ustrój jest ograbiony z  witamin, minerałów i ochronnych fitozwiązków, słaby, zanieczyszczony śmieciami, wtedy każdy czynnik może być wielokrotnie bardziej szkodliwy niż dla organizmu posiadającego pokaźne zapasy substancji ochronnych, silnego i czystego. Fotostarzenie przed którym tak się nas straszy (zmarszczki, utrata elastyczności skóry itd.) było również i moim problemem, gdzie nie pomagały za wiele drogie kremy, zabiegi ani kosmetyki, nic tak naprawdę nie pomagało i procesy degeneracyjne postępowały pomimo stosowania wszystkich tych dobrych rad zamieszczanych w babskich czasopismach, dopóki… nie zmieniłam stylu życia i diety.  Eureka! Nie tylko najskuteczniejsza ale i najtańsza broń na zmarszczki i zmiany degeneracyjne związane z upływającym czasem.

Komercyjne środki przeciwsłoneczne: jak wybrać najmniej szkodliwy?

Praktycznie rzecz biorąc – jest to niemożliwe. Zobaczmy co może się kryć w kupnym kremie z filtrem. W przeciwieństwie do naturalnych środków jak oleje roślinne nie zostały one przetestowane na poprzednich pokoleniach bo nie było kiedy – są to wynalazki względnie nowe, pierwsze kremy z filtrami pojawiły się w sklepach w latach 60-tych. Oparte były dawniej na bazietlenku cynku, który jest w zasadzie nieszkodliwy (chyba że go wdychamy lub połkniemy) w tym sensie, że nie wnika przez skórę do krwiobiegu ponieważ jego cząsteczki są za duże, ale to z kolei sprawia taką niedogodność, że na skórze zostaje biała poświata (tak jak w kremach pieluszkowych dla niemowląt, zawierających właśnie tlenek cynku). Aby jej uniknąć wymyślonomikronizowany tlenek cynku, który poświaty nie zostawia, ale za to może przenikać przez skórę. Jeśli Twój krem ma w składzie tlenek cynku a preparat nie zostawia białej warstwy, to będzie to najprawdopodobniej środek z mikronizowaną wersją tlenku cynku (lub dwutlenku tytanu), która wzbudza pewne kontrowersje. Nie ma długoterminowych badań potwierdzających jej nieszkodliwość, więc tak naprawdę nie wiemy co smarujemy.

Oprócz tego nowocześniejsze środki (nawet kremy dla dzieci, niestety!) mają w składzie inne składniki mogące częściowo wchłaniać się przez skórę i to z gatunku tych szkodliwych i/lub przyspieszających starzenie się skóry wbrew głoszonym reklamom o… ochronie przed starzeniem (przypomnijmy sobie przy okazji co zawiera guma do żucia dla dzieci, a będziemy mieć obraz jak bezpieczne są produkty z napisem „dla dzieci”). Te związki to np.palmitynian retinolu ( Retinyl Palmitate, zwiększa ryzyko nowotworu),oksybenzon (Oxybenzone, Benzophenone-3, może powodować oprócz zniszczenia skóry także zaburzenia hormonalne, endometriozę oraz niedorozwój płodu, niestety kumuluje się w ustroju), dwutlenek tytanu(Titanium Dioxide, pod wpływem promieni słonecznych zachowuje się jak półprzewodnik zwiększając produkcję wolnych rodników przez co drastycznie przyspiesza niszczenie skóry i jej błyskawiczne starzenie się) czy teżoktokrylen (wiązany ze zwiększonym ryzykiem czerniaka złośliwego). Większość z kremów będzie miała też w składzie parabeny, powiązane ze zwiększonym ryzykiem zachorowania na raka piersi.

Niektóre etykiety ciężko będzie rozszyfrować, ponieważ taki np. oksybenzon może występować pod innym tajemniczym nazewnictwem (np. Escalol 567), bądź tu mądry i pisz wiersze, ponadto producenci mają prawo pominąć na opakowaniu składniki kombinacji zapachowych, nanomateriały czy związki objęte tajemnicą handlową. Więc tak naprawdę może w takim kremiku być dokładnie rzecz biorąc wszystko.

Dlatego jak już będziesz w sklepie, to poproś raczej o kapsułki witaminy E lub olejek z pestek malin lub z kiełków pszenicy, co Ci wyjdzie zdecydowanie bardziej na zdrowie (szerzej o niedocenianej i deficytowej w naszej diecie witaminie E oraz jej znaczeniu dla zachowania zdrowia napiszę w którymś z kolejnych artykułów).

Oleje naturalne chroniące przed słońcem

Oleje były od pokoleń stosowane dla ochrony przed słońcem, nawet w dawnych czasach gdy epidemii czerniaka jeszcze nie było. Nie blokują dostępu promieni słońca do naszej skóry jak czynią to komercyjne kosmetyki do opalania z filtrem. Ich „filtr” polega na tym, że procesy zachodzące pod wpływem słońca mogące normalnie szkodzić naszej skórze (jak np. produkcja wolnych rodników i związany z tym stan zapalny objawiający się jako oparzenie słoneczne) zostają powstrzymane, odwrócone lub bardzo mocno spowolnione. Wszystko dzieje się głównie za sprawą zawartych w nich substancji o silnym działaniu antyoksydacyjnym. Na tym polega ich działanie ochronne i zapobiegające fotostarzeniu, a nie na mechanicznym nie dopuszczaniu słońca do skóry. Jednocześnie bowiem skóra mając kontakt ze słońcem nadal jest w stanie syntetyzować witaminę D i melaninę będącą naszym naturalnym filtrem (czego nie zrobi mająca kontakt ze słońcem skóra pokryta komercyjnym filtrem, odbijającym światło). Nie sądzę aby natura chciała byśmy po filtr biegali do sklepu. Tak filtr mamy już wbudowany ;)

Wszystkie oleje na skórę należy stosować jedynie tłoczone na zimno, nierafinowane. Tylko wtedy zachowują swoje własności antyzapalne i ochronne. Proces rafinacji niestety pozbawia oleje ich cennych związków.

olej z pestek malin: ładnie pachnie, jest lekki, dobrze się wchłania, ma dużo karotenoidów oraz witaminy E i kwas elagowy (silny antyoksydant), będzie chronić jak filtr o szerokim spektrum działania czyli zarówno przed UVB jak i UVA, badacze przyrównali jego skuteczność do kremu opartego na dwutlenku tytanu z SPF 28-50. Można nanosić na skórę bezpośrednio lub wmieszać np. w nasz balsam do ciała.

– olej z pestek marchwi: dobrze się wchłania, doskonale nawilża, a dzięki dużej zawartości karotenoidów będzie chronić jak krem z SPF 38-40. Naniesiony na skórę może ją zabarwić na pomarańczowo, dlatego warto go wmieszać w inny krem lub balsam, dzięki czemu nada jedynie przyjemną dla oka złotawą poświatę.

olej z kiełków pszenicy: jest lekki, szybko się wchłania i ładnie pachnie zbożem, a dzięki dużej zawartości witaminy E będzie chronił jak krem z SPF ok. 20. Doskonale nawilża, zmiękcza i odżywia nawet najbardziej suchą skórę.

olej z orzechów laskowych: odpowiedni dla skóry mieszanej i suchej, chroni zarówno przez UVA jak i przed UVB, ma moc jak krem z SPF ok. 10-30 (w zależności od miejsca uprawy i odmiany orzeszków).

– olej sojowy nierafinowany: zapach dosyć neutralny, wchłania się dosyć dobrze, nawilża i odżywia, chroni skórę dzięki zawartości witaminy E jak krem o SPF ok. 10. Jako ciekawostkę warto wiedzieć, że ten olej odstrasza także komary :)

– oliwa z oliwek extravergine: chroni skórę dzięki zawartości karoteinoidów, polifenoli i witaminy E, ma moc jak krem  z SPF 2-8 (zależnie od jakości oliwy). Zapach taki sobie.

olej kokosowy nierafinowany: ładnie pachnie, dosyć szybko się wchłania, ma moc jak krem z SPF ok. 4, głównie dzięki zawartości nie tylko witamin ale i specyficznych dla niego antyoksydantów (kwasy fenolowe: ferulowy i p-kumarowy).

 Jeśli chcesz możesz wypróbować inne oleje: z orzechów macadamia, migdałowy, konopny, rokitnikowy, rycynowy, z awokado czy z pestek winogron – wszystkie mają działanie jak krem o SPF 3-6, wszystkie można też dodatkowo „podrasować” wciskając doń zawartość kilku czy kilkunastu kapsułek z witaminą E.

Dlaczego mielibyśmy zaufać olejom?

A dlaczego mamy ufać producentom „kremów z filtrem”? Przeglądając fora internetowe łatwo można zauważyć, jak przemysł kosmetyczny na spółkę z telewizyjnymi „ekspertami” w białych fartuchach sprali nam mózgi: trwa nieustanne przerzucanie się wartościami SPF. Niekończące się dyskusje internautów czy wybrać na wakacje krem z filtrem 50 czy 60 (oczywiście nikt nie bierze niższej opcji, bo przecież słońce=rak). Zatroskane matki, które pytają jaki krem jest dla dziecka najlepszy. Przekrzykiwania się że krem z filtrem 10 (15,20, 25, niepotrzebne skreślić) „to nie jest żadna ochrona”. Głosy poważnej przestrogi nawołujące do wybierania kremów z jak największym możliwym filtrem bo mniejszy jest bezużyteczny. Czyżby?

Zastanówmy się teraz chwilkę: to co mówi nam przemysł kosmetyczny i wynajęci przez niego „eksperci” nie ma przecież żadnych naukowych podstaw! ŻADNYCH! Jesteśmy regularnie robieni w konia za nasze własne pieniądze, skoro już filtr 8 blokuje promienie UVB o ponad 90%, a pomiędzy np. kremem o faktorze 15 a kremem o faktorze 60 jest zaledwie 3-4% różnicy.O co więc ten cały krzyk? No cóż, jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze. Wypuszczenie na rynek każdego kolejnego produktu z magicznymi cyferkami na opakowaniach to kolejne źródło przychodów. W czasach mojego dzieciństwa nikt nie słyszał o masowej epidemii raka skóry podobnie jak o „kremach z filtrem”, a idąc na plażę kupowało się olejek do opalania w saszetkach: jedyny jaki był wtedy dostępny w kiosku czy drogerii. Zapach tego olejku pamiętam do dzisiaj, wszystkie polskie plaże tak pachniały. ;)

Dzisiaj mamy setki kremów do wyboru do koloru z coraz to większymi filtrami, lecz zapewnienia przemysłowców o ich „skutecznej ochronie” nie znajdują przełożenia na spadek w statystykach zachorowalności na choroby przed którymi używaniem tych cudeniek powinniśmy się podobno chronić.

Do chwili obecnej nie istnieją niezbite dowody naukowe, że stosowanie kremów z filtrami zapobiega czerniakowi. Na wszelki wypadek nie robiono badań aby potwierdzić stwierdzenie przeciwne: że to właśnie te nowoczesne kremy wywołując antysłoneczną histerię przyczyniły się w znacznej mierze do wzrostu zachorowań na raka odkąd zostały wdrożone do powszechnego użytku – zarówno dostarczając do ustroju substancje zaburzające homeostazę organizmu jak i zapobiegając wytwarzaniu antyrakowej witaminy D. Jak dotąd nie ma też badań jednoznacznie wskazujących na to, że słońce jest jedynym czy głównym czynnikiem powodującym czerniaka złośliwego. Potrafi on zaatakować obszary ciała nigdy (przez zdrowych na umyśle ludzi) nie wystawiane na słońce w celu opalania (np. odbytnicę). ;)

Badań nie ma, ale za to mamy (smutne i z roku na rok coraz smutniejsze) statystyki. Czas zatem zrobić użytek z własnego rozumu i zmienić taktykęjeśli chodzi o ochronę przed szkodliwym działaniem nadmiaru słońca. Po dobroci zawsze osiąga się więcej korzyści, prawda? Więc potraktujmy naszą posiadaną w jednym egzemplarzu skórę po dobroci i dostarczmy jej ochrony przewidzianej przez naturę: naturalne oleje, pełna antyoksydantów dieta i nasza własna melanina.

Przyjemne z pożytecznym

Korzyści z zastąpienia kupnego „kremu z filtrem” do naturalnych olejów można przyrównać do oliwki magnezowej, która zastępuje nam nasz dotychczasowy kupny antyperspirant. Antyperspirant podobnie jak komercyjny krem z filtrem blokuje coś co jest dla nas dobre (antyperspirant wydzielanie się potu, a  wraz z nim szkodliwych metabolitów, które tą naturalną drogą nasze ciało opuszczają, zaś kupny krem z filtrem promienie słoneczne, dzięki którym produkujemy nasz naturalny filtr w skórze oraz syntetyzujemy potrzebną nam do zdrowia witaminę D) i jednocześnie przez skórę wchłaniamy coś co jest dla nas niedobre (różne nowoczesne chemikalia zaburzające homeostazę organizmu).

W przeciwieństwie do kupnych antyperspirantów oliwka magnezowa zamiast blokować rzecz dobrą czyli wydzielanie się naszego potu, neutralizuje szkody wywołane przez zawarte w bezwonnym z natury pocie bakterie (tą szkodą jest dla nas w tym przypadku brzydki zapach), a przy okazji jakobonus dostarcza nam też drogocennego magnezu. Podobnie naturalne olejezamiast blokować nam rzecz dobrą czyli dostęp do witaminodajnych promieni słonecznych – neutralizują szkody jakie mogłyby nam owe promienie przyjęte w nadmiarze poczynić (stres oksydacyjny), a przy okazji jako bonus naszą skórę odżywiają witaminy i inne cenne fitozwiązki zawarte w olejkach,   zapewniając jej elastyczność i chroniąc przed fotostarzeniem.

Z pewnością nasza skóra i cała reszta będzie bardziej nam wdzięczna za dostarczenie jej magnezu czy też antyoksydantów z naturalnego źródła (oliwki magnezowej, naturalnego oleju) niż za zalanie jej toksycznymi substancjami  – nawet jeśli producent dla zamydlenia nam oczu doda ociupinkę jakiejś znajdującej się na końcu składu kosmetyku witaminki czy innego „wyciągu z”.

Korzystając ze słońca zawsze pamiętajmy o podstawowej zasadzie bezpieczeństwa: nigdy nie dopuść do oparzenia! Natomiast wcale w tym celu nie musimy korzystać  z metod proponowanych przez przemysł kosmetyczny. Traktujmy te środki jako ostatnią deskę ratunku w wyjątkowych wypadkach i nie dajmy się zwariować reklamie.

http://www.akademiawitalnosci.pl/

Zielony jęczmień

Jęczmień zbierany jest w postaci młodych zielonych listków o wielkości 20-25 cm, dzięki czemu można uzyskać najbardziej optymalną zawartość zdrowych, prozdrowotnych substancji. Rola jaką pełni młody jęczmień jest ogromna ze względu na bardzo bogatą zawartość związków biologicznie czynnych. Należą do nich m.in. chlorofil czyli zielony barwnik roślinny, który odpowiada za przywrócenie prawidłowej równowagi kwasowo-zasadowej, która ma bardzo duże znaczenie przy prawidłowym funkcjonowaniu organizmu. Zakwaszenie organizmu objawia się brakiem energii, ciągłym uczuciem zmęczenia, niestrawnością. Mogą pojawić się zawroty czy bóle głowy a także niezdrowy wygląd (łamliwość paznokci, wypadanie włosów, cienie pod oczami, trądzik). Zakwaszaniu organizmu sprzyja nadmiar białka zwierzęcego, węglowodanów, niedobór owoców i warzyw, nadmiar alkoholu, kawy, czarnej herbaty czy stres.

Dzięki obecności dobrze przyswajalnego żelaza i witaminy B12 jęczmień zapobiega niedokrwistościom ponieważ żelazo jest podstawowym pierwiastkiem budującym cząsteczkę hemoglobiny, która jest głównym białkiem czerwonych krwinek.

Zielony jęczmień oczyszcza organizm poprzez usuwanie toksyn, zapobiega procesom starzenia, ma działanie antywnowotworowe a także przeciwzapalne. Za to wszystko odpowiadają substancje o działaniu antyoksydacyjnym (przeciwutleniacze), bo młody jęczmień jest jednym z najbogatszych źródeł antyoksydantów. Należą do nich beta-karoten (prowitamina A), witamina E oraz enzymy: dysmutaza ponadtlenkowa, oksydaza cytochromowa, peroksydaza, isoflawonoid – izowiteksyna (2-O-GIV). Związki te wzmacniają mechanizmy obronne organizmu, neutralizują wolne rodniki, przyspieszają regenerację komórek, zapobiegają uszkodzeniom materiału genetycznego, chronią przed szkodliwym działaniem promieniowania słonecznego, przeciwdziałają pojawianiu się nowotworów. Działanie wspomagające leczenie nowotworów zielony jęczmień uzyskał także dzięki obecności amigdaliny inaczej zwanej witaminą B17.

Bogactwo pierwiastków w zielonym jęczmieniu wywiera pożądany wpływ na mineralizację organizmu i pomaga w problemach z koncentracją. Dzięki obecności serotoniny i tryptofanu poprawia on nastrój oraz ma korzystne działanie antydepresyjne. Dostarcza także choliny jako budulca do powstania lecytyny i jest źródłem kwasu foliowego czyli substancji niezbędnych do prawidłowej pracy układu nerwowego.

Sprzyja dbaniu o linię poprzez obniżanie poziomu lipidów oraz obecność błonnika i substancji spalających tłuszcz takich jak L-karnityna czy pikolinian chromu. Ma również działanie przeciwwrzodowe.
Włączając młody jęczmień do swojego jadłospisu poprawimy funkcjonowanie organizmu dzięki obecności błonnika nierozpuszczalnego w wodzie, który sprzyja stymulacji przewodu pokarmowego i regulowaniu wydalania kału.

Preparaty z młodego jęczmienia są pomocne przy wielu chorobach, w tym artretyzmie, migrenowych bólach głowy, astmie, przemęczeniu oraz zaburzeniach pokarmowych. Może także wspomagać oczyszczanie i gojenie skóry (dzięki obecności m.in. cynku).

Młody jęczmień wpływa pozytywnie na obniżenie glikemii, poprzez obecność pikolinianu chromu, który wzmacnia działanie insuliny oraz obniża zawartość tkanki tłuszczowej, a także dzięki obecności witaminy B6 która zapobiega pojawieniu się cukrzycy.

Zielony jęczmień jest bogatym źródłem łatwo przyswajalnego białka co jest ważne dla wegetarian.

Skład młodego jęczmienia:

http://zielarniaimbir.blogspot.com/

20 źródeł wapnia

Panuje przekonanie, że osoba na diecie wegetariańskiej lub wegańskiej może mieć niedobory wapnia w organizmie. A braki tego pierwiastka należy uzupełniać. Bynajmniej łykając kolejne suplementy diety, raczej włączając do diety produkty roślinne, które często mają więcej wapnia niż produkty mleczne.

zrodlo-wapnia

Każdy człowiek powinien spożywać 1000–1200 mg wapnia dziennie. Ponad 75% Amerykanów ma niedobory wapnia, mimo że większość jest na tradycyjnej diecie wszystkożerców. W Polsce jest jeszcze gorzej. Statystyczny Polak spożywa zaledwie 50% zalecanej dziennej dawki wapnia. Dietetycy informują, że niewystarczające spożycie wapnia jest jednym z najpoważniejszych problemów żywieniowych we wszystkich grupach wiekowych.

Bez względu na dietę warto spożywać dwie lub trzy porcje pokarmów bogatych w wapń lub pokarmów wzbogaconych w wapń dziennie, a kości będą w doskonałej kondycji. W przeciwieństwie do mleka produkty roślinne bogate w wapń zawierają też witaminy C i K oraz potas i magnez.

20 źródeł wapnia z wegańskich produktów:

  1. jarmuż – szklanka zawiera 180 mg
  2. tempeh (tradycyjny składnik kuchni indonezyjskiej wytwarzany z ziaren soi poddawanych procesowi fermentacji) – szklanka zawiera 215 mg
  3. rzepa – szklanka zawiera 250 mg
  4. świeży sok pomarańczowy – szklanka zawiera 300 mg
  5. mleko roślinne – średnio w szklance jest 200–300 mg
  6. tahini (pasta z nasion sezamu) – 2 łyżki zawiera 130 mg
  7. masło migdałowe – 2 łyżki zawierają 85 mg
  8. fasola jaś – szklanka zawiera 120 mg
  9. soja – szklanka zawiera 175 mg
  10. brokuły – szklanka zawiera 95 mg
  11. jeżyny – szklanka zawiera 40 mg
  12. czarne porzeczki – szklanka zawiera 62 mg
  13. suszone morele – pół filiżanki zawiera 35 mg
  14. figi – pół filiżanki zawiera 120 mg
  15. karczoch – średni karczoch zawiera 55 mg
  16. palone ziarna sezamu – porcja zawiera 35 mg
  17. amarantus – szklanka zawiera 275 mg
  18. pomarańcze – pomarańcza zawiera 50–60 mg
  19. koper włoski – średnia bulwa zawiera 115 mg
  20. melasa trzcinowa – 2 łyżki zawierają 400 mg

Źródło: vrg.org

http://dziecisawazne.pl/

Naturalne sposoby na komary i inne owady

Poznaj wroga

Podstawową ochroną przed pogryzieniem jest odpowiednie ubranie (długie rękawy, długie spodnie). Aby chronić się jeszcze skuteczniej, trzeba być świadomym, co komary przyciąga. To m.in. dwutlenek węgla, kwas mlekowy, wilgoć oraz kwiatowe i owocowe zapachy. Warto zatem ograniczyć w swoim otoczeniu ich obecność.
Dwutlenek węgla znajduje się w wydychanym przez nas powietrzu. Jego ilość wzrasta, gdy jest nam gorąco i podczas wysiłku fizycznego. Natomiast kwasu mlekowego, obecnego w naszym pocie, przybywa również podczas wysiłku fizycznego, a także po spożyciu niektórych potraw – słonych i bogatych w potas (np. sok pomidorowy). Komary przyciąga wilgoć – także ta na ciele człowieka, spowodowana poceniem. Przed wyjściem na wieczorne spotkanie na świeżym powietrzu dobrze więc… wziąć prysznic.
Aby nie przyciągać komarów, unikajmy w swoim otoczeniu perfum, kosmetyków i środków czystości o kwiatowych i owocowych zapachach. Wyjątek stanowią zapachy pochodzące z olejków eterycznych – te są wręcz pożądane.
Komary lokalizują swoje ofiary z daleka także za pomocą wzroku i przyciągają je ciemne kolory, dlatego lepiej wybierać ubrania jasne. Wyjątkiem są jaskrawe barwy kwiatów, takie jak żółty, pomarańczowy, różowy – one zamiast komarów przyciągną do nas z kolei muszki, pszczoły i osy.

Olejki eteryczne jako odstraszacze owadów

Natura dała nam wiele substancji, które odstraszają owady. Na specjalną uwagę zasługują olejki eteryczne, zawarte w różnych częściach roślin. Wygodnym sposobem jest użycie gotowych, stężonych olejków.

Te o sprawdzonych właściwościach odstraszających komary, a także inne owady to przede wszystkim:

  • olejek trawy cytrynowej (odstrasza także muchy i meszki)
  • olejek goździkowy
  • olejek patchouli (paczulowy)
  • olejek eukaliptusowy, a szczególnie olejek z eukaliptusa cytrynowego (nazywany olejkiem eukaliptusowym citronella lub cytrynowym, otrzymywany z rośliny Eucalyptus citriodora)

Ponadto komary odstraszają:

  • olejek rozmarynowy
  • olejek cedrowy (odstrasza także ćmy)
  • olejek mięty pieprzowej (odstrasza nawet gryzonie)
  • olejek geranium
  • olejek lawendowy (odstrasza też pajęczaki, a nawet gryzonie)
  • olejek bazyliowy
  • olejek kopru włoskiego
  • olejek tymiankowy
  • cytrynowy i pomarańczowy (olejki owoców cytrusowych mają działanie fotouczulające, dlatego nie należy ich używać przed wyjściem na słońce; w czasie słonecznego lata lepiej ich unikać)
  • olejek cynamonowy z liści (zabija larwy komarów, lecz lepiej nie stosować go na skórę, bo nawet odpowiednio rozcieńczony może ją podrażnić)

Bezpieczeństwo stosowania olejków eterycznych

Należy pamiętać, że „naturalny” nie oznacza „bezpieczny”. Olejki eteryczne są silnie działającymi substancjami i przede wszystkim nie należy nakładać nierozcieńczonych olejków bezpośrednio na skórę.

Szczególną ostrożność należy zachować w przypadku dzieci (poniżej 3. roku życia) oraz kobiet w ciąży. Większość olejków eterycznych nie jest dla nich zalecana, ewentualnie należy najpierw skonsultować używanie określonego olejku z lekarzem. W szczególności nie należy stosować olejków regularnie i należy zmniejszać ilość używaną jednorazowo. Jako środka odstraszającego komary można ich używać tylko w przypadku narażenia na pogryzienie. Absolutnie nie stosować codziennie.

Środki na komary powinny być także bezpieczne w połączeniu ze słońcem. Dlatego lepiej zrezygnować z olejków z owoców cytrusowych, które działają fotouczulająco.

Jak zrobić środek odstraszający owady?

Zrobienie w domu środka na komary i inne owady jest bardzo proste. Możemy wybrać formę olejku nakładanego na skórę lub płynu w sprayu. Ponieważ na różne rodzaje komarów działają różne olejki eteryczne, to najlepiej będzie użyć mieszanki kilku (2-5) zamiast jednego.
Olejki musimy rozcieńczyć w oleju bazowym, aby otrzymać stężenie 5-10%. Jako oleju bazowego możemy użyć któregoś z trwałych olejów roślinnych, np. słonecznikowego, sojowego, z pestek winogron, jojoba lub ze słodkich migdałów. Najlepszym olejem bazowym do tego celu jest trudno dostępny olej Moringa. Ma on podobny skład do oliwy z oliwek, ale łatwiej się wchłania. Jest trwały, a jego charakterystyczną cechą jest to, że wiąże w sobie lotne substancje zapachowe olejków eterycznych. Dzięki temu dłużej utrzymują się one na skórze, czyli tam, gdzie chcemy, aby działały na komary najbardziej.

Jeśli potrzebujemy tylko trochę olejku-odstraszacza, możemy wymieszać 10-20 kropli mieszanki olejków eterycznych z 2 łyżkami oleju bazowego. Jeśli chcemy od razu przygotować go więcej, posłużmy się poniższą recepturą.

Olejek odstraszający komary

Skład:

100 ml oleju bazowego (najlepiej olej Moringa, ale może być też słonecznikowy, sojowy, z pestek winogron, jojoba lub ze słodkich migdałów)
5-10 ml (około 50-100 kropli) olejku eterycznego (lub mieszanki olejków), np. 30 kropli olejku trawy cytrynowej, 30 kropli olejku goździkowego i 20 kropli olejku eukaliptusowego

Przygotowanie: Zmieszaj olejki eteryczne z olejem bazowym. Nakładaj na skórę w miejscach zagrożonych ugryzieniem, omijając okolice oczu. Ponawiaj co 1-2 godziny. Przechowuj w ciemnym i chłodnym miejscu, najlepiej w butelce z ciemnego szkła.

W recepturze olejku odstraszającego komary warto uwzględnić olej z nasion miodli indyjskiej (Neem). Ma właściwości regenerujące skórę, łagodzi swędzenie (gdy komar już ugryzie), a jego zapach powoduje, że inne owady trzymają się z daleka. Zapach ten jest bardzo charakterystyczny i dla niektórych osób nie do zaakceptowania, ale łagodzi go rozcieńczenie w oleju bazowym. Sam olej jest śmiercionośny dla komarów i ich larw.
Olejek odstraszający komary z olejem Neem
Skład:
75 ml oleju bazowego
20 ml oleju Neem
opcjonalnie: 5 ml olejku eterycznego (lub mieszanki olejków)

Przygotowanie: Zmieszaj olejki z olejem bazowym. Nakładaj na skórę w miejscach zagrożonych ugryzieniem, omijając okolice oczu. Ponawiaj nakładanie co 1-2 godziny. Przechowuj w ciemnym i chłodnym miejscu, najlepiej w butelce z ciemnego szkła.
Spray odstraszający komary

Możemy również wybrać formę sprayu, który może być rozpylany na skórę oraz ubrania.
Skład:
100 ml wódki
5-10 ml (około 50-100 kropli) olejku eterycznego (lub mieszanki olejków), np. 30 kropli olejku trawy cytrynowej, 30 kropli olejku goździkowego i 20 kropli olejku eukaliptusowego

Przygotowanie: Do buteleczki (najlepiej z ciemnego szkła) z atomizerem wlej wódkę i wkrapiaj stopniowo olejki, mieszając. Wstrząśnij. Rozpylaj z pewnej odległości na odkryte części ciała, uważając na oczy (alkohol!). Rozpylaj przynajmniej co 2 godziny. Spray można także rozpylać na ubranie przed jego założeniem. Zmętnienie płynu jest zjawiskiem normalnym. Wstrząsnąć przed użyciem.

Możemy też przygotować spray bez alkoholu, który jest delikatniejszych (niestety także dla komarów). Rozważmy tę możliwość, szczególnie jeśli przebywamy na słońcu, bo pod jego wpływem alkohol może prowadzić do przebarwień na skórze. Taki produkt jest jednak mniej trwały i powinniśmy go zużyć za jednym razem, ewentualnie przez weekend. Na szczęście jego przygotowanie jest dziecinnie proste i trwa około minuty.
Spray odstraszający komary – wersja „na raz” (bez alkoholu)
Skład:
100 ml wody
30 kropli olejku eterycznego (lub mieszanki olejków), np. 15 kropli olejku trawy cytrynowej i 15 kropli olejku lawendowego

Przygotowanie: Do buteleczki z atomizerem (rozpylaczem) wlej wodę i wkrop olejki. Wstrząśnij. Gotowe. Teraz rozpylaj na odkryte części ciała, na ubrania oraz w powietrze i na tkaniny we wnętrzach (zasłony, poduszki, meble tapicerowane, dywany). Rozpylaj przynajmniej co 2 godziny, a najlepiej co 30 minut.

UWAGA: Należy za każdym razem intensywnie wstrząsnąć mieszaninę, aby olejki dobrze rozproszyły się w wodzie. Olejki nie mieszają się z wodą i jeśli dobrze nie wstrząśniemy, to możemy rozpylić mieszankę o zbyt dużym stężeniu olejków, która podrażni skórę, lub o zbyt małym stężeniu, która z kolei nie będzie działała na komary.

Mikstura odstraszająca komary na bazie octu

Komary nie lubią też cierpkiego zapachu octu, szczególnie w połączeniu z liśćmi z orzecha włoskiego. Zatem jeśli nie mamy pod ręką olejków eterycznych, możemy zrobić miksturę na bazie octu.
Skład:
200 ml octu (najlepiej jabłkowego)
2 liście orzecha włoskiego

Przygotowanie: Liście dokładnie umyj, osusz i drobno posiekaj. Zalej octem i gotuj przez około 10 minut. Przecedź i wystudź. Smaruj miksturą części ciała narażone na ugryzienia.

Co obniża efektywność środków odstraszających komary? Pot, duże ilości innych kosmetyków na skórze (np. filtrów słonecznych), parowanie, spłukiwanie podczas zabaw w wodzie oraz wchłanianie w skórę. Aby temu zaradzić, należy regularnie ponawiać aplikację produktu.
Co zrobić, gdy jednak ugryzie?

Jeśli mimo zastosowanych odstraszaczy znalazł się jakiś komar odporny na nasze zabiegi i zaczynamy się drapać, to również na to są naturalne sposoby. Niektóre olejki eteryczne łagodzą skutki ukąszeń owadów, więc jeśli uwzględnimy je w naszej mieszance odstraszającej, to będziemy mieli produkt „2w1”. Do takich olejków należą: goździkowy, bazyliowy, lawendowy, eukaliptusowy. Swędzenie łagodzą też olejek grejpfrutowy i cytrynowy, ale pamiętajmy o ich fotouczulającym działaniu (przez 6 godzin po nałożeniu nie należy wystawiać skóry na działanie promieni słonecznych).

Możemy też przygotować osobno produkt łagodzący swędzenie, rozprowadzając w oleju bazowym jeden z wyżej wymienionych olejków eterycznych w stężeniu 10% (około 10 kropli na łyżkę oleju bazowego). Taki olejek należy stosować miejscowo.
Na swędzące miejsca możemy też nałożyć sok z liści bazylii (który, jak pamiętamy, także odstrasza komary), kilka kropli soku z cytryny (niepolecane dla osób z wrażliwą skórą) lub znieczulający proszek z goździków ( 2-3 goździki utrzeć lub zmielić). Można również złagodzić swędzenie, smarując podrażnioną skórę octem.

http://dziecisawazne.pl/

Domowe zastosowania wody utlenionej

Dzięki uprzejmości Pani Elżbiety Cybulskiej, która wykonała tłumaczenie, zamieszczamy opis różnych zastosowań wody utlenionej w gospodarstwie domowym. Tłumaczenie pochodzi z angielskojęzycznej strony internetowej www.drinkh2o2.com (od 10 do 22 strony).

Bardzo pożyteczny jest przepis na robienie sobie „pasty do zębów” z sody oczyszczonej i wody utlenionej (dezynfekuje dziąsła, rozpuszcza kamień nazębny, wybiela zęby, niszczy bakterie próchnicy). O metodzie tej wspomina również Iwan Nieumywakin w książce „Woda utleniona na straży zdrowia”.

Zastosowanie nadtlenku wodoru /wody utlenionej/ o czystości „do celów spożywczych” w domu.

OW0CE I WARZYWA: Do ¼ filiżanki dodać 3% wody utlenionej i uzupełnić do pełna zimną wodą. Moczyć owoce i warzywa 20 do 30 minut. osuszyć i wstawić do lodówki lub spryskać owoce i warzywa 3% wodą utlenioną. Pozostawić je na kilka minut, a następnie opłukać i wysuszyć (usuwanie E-coli).

Marynowanie: Umieścić mięso, ryby lub drób w naczyniu (unikać używania naczyń aluminiowych). Zalać je 3% wodą utlenioną rozcieńczoną taką samą ilością wody. Umieścić w lodówce na ½ godz. Przepłukać i gotować.

Kuchnia: Trzymać 3% wodę utlenioną w rozpylaczu w kuchni. Używać jej do czyszczenia i dezynfekcji powierzchni blatów i przyrządów kuchennych.

Zmywarka: Dodać 2 uncje [56,7 g] 3% wody utlenionej do każdego cyklu mycia.

Spray owadobójczy: Zmieszać 8 uncji [226,8g] melasy lub cukru i 8 uncji [226,8g] 3% wody utlenionej z 1 galonem [4,4litra] wody.

Pranie: Dodać 8 uncji [226,8g] 3% wody utlenionej do pralki w miejsce wybielacza.

Prysznic: Trzymaj spryskiwacz z 3% wodą utlenioną pod prysznicem. Spryskaj swoje ciało po umyciu. Chroń oczy, brwi i włosy.

Kąpiel: Użyj około 2 litrów 3% wody utlenionej na wannę gorącej wody. Mocz się przynajmniej ½ godziny. Dolewaj ciepłej wody, aby utrzymać temperaturę.

Twarz: Używaj 3% wody utlenionej naniesionej na wacik do odświeżenia twarzy po myciu.

Moczenie stóp: Moczyć stopy w 3% ciepłej wodzie utlenionej aż odczuje się poprawę.

Pasta do zębów: Użyć sody oczyszczonej i takiej ilości 3% wody utlenionej, aby zrobiła się pasta, lub zanurzyć szczoteczkę do zębów w 3% wodzie utlenionej i umyć zęby. Woda utleniona rozpuszcza kamień nazębny, tworzy zdrowe dziąsła i wybiela zęby. Soda oczyszczona i woda utleniona tworzą najlepszą pastę do zębów.

Nawilżacz powietrza: Dodać 12 uncji [340g] 3% wody utlenionej lub 4 uncje [113,4g] 35% wody utlenionej do 1 galona [4,4 litra] wody. Przy takich chorobach jak: rozedma płuc, chroniczne obstrukcyjne choroby płuc, nowotwór płuc, bronchit, zapalenie płuc itp., dobrze jest używać nawilżacza wypełnionego wodą utlenioną.

Natrysk: Dodać 6 łyżek 3% wody utlenionej do 1 litra ciepłej wody destylowanej.

Lewatywa: Dodać 1 łyżkę 3% wody utlenionej do 1 litra ciepłej wody destylowanej.

Kiełkowanie materiału siewnego: Dodać 1 uncję [28,35g] wody utlenionej do 0,55 litra wody i moczyć sadzonki całą noc. Dać te same ilości wody utlenionej do każdego płukania sadzonek.

Rośliny domowe i ogrodowe: Dodać 1 uncję [28,35g] 3%wody utlenionej do 1,1 litra wody. Zwilżać [opryskać] rośliny tym roztworem.

Zwierzęta: Dla małych zwierząt [koty i psy] używać 1 uncji [28,35g] 3% wody utlenionej w 1,1 litra wody.

Zastosowanie wody utlenionej w ogrodnictwie

Ogrodnicy i osoby stosujące uprawy hydroponiczne używają wody utlenionej. Spontaniczna dekompozycja uwalnia tlen w korzeniach roślin, który powoduje lepszy rozwój korzeni i zabezpiecza je przed gniciem. Wielu farmerów uzyskało lepsze plony przez opryski rozcieńczonym H2O2. 20 galonów [88 litrów] wody zmieszać z 5 do 16 uncji [142g do 453,6g] H2O2 na 1 akr [0,4 ha]. Dla roślin domowych dodać 1 uncję [28,35g] 3% wody utlenionej lub 16 kropli 35% wody utlenionej na 1,1 litra wody. Woda utleniona jest doskonałym i bezpiecznym środkiem owadobójczym. W tym celu należy spryskać rośliny roztworem 8 uncji [226,8g] 3% wody utlenionej z 8 uncjami [226,8g] białego cukru na 4,4 litra wody.

Karmienie zwierząt wodą utlenioną

W 1950 r. dr Reginald Holeman chorym na raka myszom dodał wody utlenionej do ich wody do picia. 60 dni później nowotwór zniknął. Myszy, które dostawały wodę utlenioną do wody pitnej, były grubsze i żyły 2 razy dłużej. W 1980 r. Winifred Wirth powtórzył eksperyment dwukrotnie i otrzymał te same wyniki. Robert Strond, hodowca ptaków z Alcatraz, leczył ptaki, używając nadboranu sodu. Nadboran sodu z wodą tworzy nadtlenek wodoru.

Gdy dodano 30 ppm H2O2 do wody do picia na farmie kurczaków spowodowało to, że nie było ptasiej grypy, produkcja jajek wzrosła, mięso z kurcząt miało lepszy smak, indyki ważyły więcej, a mniej jadły. Indyki miały mniejszy wskaźnik śmiertelności. Mięso wieprzowe jest chudsze i ma wyższą kategorię, redukuje się lub eliminuje potrzebę stosowania antybiotyków. Wzrasta produkcja mleka i mleko ma większą zawartość tłuszczu. Zmniejsza się ilość bakterii, zmniejsza się ilość przypadków zapalenia wymion.

W 1985 r. właściciel farmy mlecznej zaczął stosować wodę utlenioną w całym gospodarstwie. Woda w jego farmie była zanieczyszczona i był problem z zapaleniem wymion u jego krów. Po zastosowaniu wody utlenionej od pewnego czasu farmer zaobserwował wzrost zdrowia jego krów. W kwietniu 1988r. zawartość tłuszczu w mleku jego krów była 5,3% .Inny farmer ważył mleko od każdej krowy i zauważył , że produkcja wzrosła od 6 do 8 pudów [od 2,7 do3,6 kg] na każdą krowę. Inny farmer zapisywał ilość bakterii i stwierdził, że zmniejszyły się poniżej 2.000 na cm3. Kiedy woda utleniona była stosowana dla bydła wzrosła produkcja mleka i zawartość tłuszczu w mleku. Farmerzy także zauważyli zmniejszenie się ilości zapalenia wymion w ich stadach. Farmerzy świń zauważyli, że używając mniej żywności świnie szybciej tuczyły się [nawet o 30 dni mniej]. U indyków i kurczaków wzrastała waga przy zużyciu mniejszej ilości karmy. Pewien mężczyzna z Wisconsin powiedział, że wzrosła reprodukcyjność byków gdy zastosował wodę utlenioną do wody pitnej.

Niektóre badania na zwierzętach wskazują, że kiedy woda utleniona podawana jest doustnie wchodzi w reakcję z żelazem i małą ilością witaminy C w żołądku i tworzy rodniki hydroksylowe. Praktyczną zasadą jest dodawanie 8 do 10 uncji [226,8 do 283,5g] 35% wody utlenionej do 1000 galonów [4400 litrów] wody do picia [30 ppm]. Dozowanie wody utlenionej do wody uzdatnionej lub miejskiej może być wykonane przez urządzenia pomiarowe, jednakże ręczne dodawanie jest też dobre. Jeżeli nie masz urządzeń pomiarowych, zaczynaj dozowanie od 1 łyżeczki 35% wody utlenionej w wodzie pitnej dla zwierząt. Tyle samo używaj dla wszystkich zwierząt w gospodarstwie: krów, świń, drobiu, owiec, kóz, królików i ptactwa .

Terapia tlenem

Kiedy mruczymy, wymiana gazu pomiędzy nosem i zatokami wynosi około 98%. Podczas normalnego oddechu wymiana gazowa wynosi około 4%. Zatoki są głównym producentem tlenku azotu, który pomaga rozszerzyć naczynia włoskowate i zwiększa przepływ krwi. Kiedy poziom tlenku azotu był mierzony podczas mruczenia stwierdzono, że jest go 15 razy więcej niż przy normalnym oddychaniu.

Tlen jest najważniejszy dla życia. Wchodzi w reakcję z odpowiednimi produktami przemiany materii, eliminuje je z organizmu. Proces ten nazywa się cyklem utleniająco-redukcyjnym. Jeżeli nie ma wystarczającej ilości tlenu w organizmie detoksykacja zachodzi powoli, produkty odpadu gromadzą się , cyrkulacja krwi zwalnia i tlen nie dochodzi do komórek. Energia jest produkowana przez organizm gdy glukoza i tlen reagują tworząc ATP . Przez 24 godziny ludzki organizm produkuje ATP w zależności od masy ciała. Jeżeli produkuje 10% mniej ATP niż normalnie organizm czuje się zmęczony i zwalnia. Jeżeli produkcja spada znacznie poniżej 10% organizm może umrzeć. Nowotwór zaczyna się gdy normalne komórki nie mają dostarczonego tlenu w wystarczającej ilości. Jeżeli poziom tlenu spada poniżej 40% komórka zaczyna proces fermentacyjny zamiast spalania. Proces fermentacji produkuje tylko 1/6 energii utleniania i brak energii powoduje produkowanie specjalnego. Zdrowe komórki są otaczane przez ten enzym i tlen atomowy nie może się do nich przedostać [najprawdopodobniej chodzi o katalazę – dop. IGYA]. Nowotwór, bakteria i wirusy nie mają tych enzymów coating i są utleniane w kontakcie z tlenem.

Najlepszymi źródłami aktywnego tlenu są ozon, nadtlenek wodoru i nadmanganian potasu. Dr Otto Warburg dostał nagrodę Nobla w 1931r za odkrycie przyczyny powstawania nowotworów. Nowotwór powstaje wtedy gdy komórka zamienia oddychanie tlenowe na beztlenowe. Wzrost komórek rakowych jest zainicjowany przez brak tlenu. Brak tlenu i wysoki poziom kwasowości zwykle idą razem w parze. Jaśniejszy czerwony kolor krwi świadczy o przenoszeniu większej ilości tlenu. Ciemny kolor krwi mówi o przenoszeniu mniejszej ilości tlenu. Wszystkie normalne komórki wymagają tlenu. Komórki pozbawione 60% tlenu przekształcą się w komórki nowotworowe. Komórki pozbawione 35% tlenu przez 48 godzin także mogą przekształcić się w nowotworowe. Komórki nowotworowe mogą żyć bez tlenu. Komórki organizmu tworzą ATP. ATP musi być tworzone przez wszystkie komórki dla uzyskania energii, włączając również komórki nowotworowe. Ten biochemiczny proces gdzie tworzy się ATP nazywa się utlenianiem fosforytowym i jest zależne od tlenu. Komórki nowotworowe tworzą ATP przez fermentację fosforytową [phosphorylation], która zachodzi w środowisku kwaśnymi przy niskiej zawartości tlenu. Komórki tlenowe oddychając tworzą aż 36 cząsteczek ATP z każdej cząsteczki glukozy. Beztlenowe oddychanie tworzy tylko 2 cząsteczki ATP.

Kiedy komórki nie są zasilane w tlen zachodzi proces fermentacji cukru i zaczynają się tworzyć komórki nowotworowe. Głównym paliwem dla organizmu ludzkiego jest cukier prosty zwany glukozą. Glukoza przychodzi z pożywieniem które my jemy. Kiedy spożywamy złożone węglowodany zostają one przekształcone w glukozę przez nasz system trawienny. Energia zawarta w żywności jest przekształcana w energię chemiczną podczas serii reakcji znanych jako oddychanie komórkowe. Oddychanie tlenowe wyciąga maksimum energii z glukozy. Kiedy poziom tlenu jest niewystarczający, oddychanie beztlenowe może uwolnić energię bez tlenu i zachodzi to w cytoplazmie komórki. Komórki nowotworowe stosują oddychanie beztlenowe częściowo lub całkowicie. Takie rzeczy jak niezrównoważone odżywianie, uraz fizyczny, toksyczne chemikalia, reakcje alergiczne, promieniowanie, infekcje, pasożyty, bakterie i wirusy mogą uszkodzić komórkę i jej mitochondria zubożyć w tlen. Kiedy niezbędne kwasy tłuszczowe są usunięte z diety, komórki nie mają szansy aby zastąpić niewłaściwe tłuszcze w ich strukturze w rezultacie mamy II typ cukrzycy a czasami nowotwór.

Jest 5 niezbędnych składników odżywczych aby utrzymać zdrowe mitochondria:

1. L-carnitine: dla prawidłowego utlenienia tłuszczy w komórce. L-carnityna tworzy się w organizmie z aminokwasu lizyny. Dobrym źródłem aminokwasów jest serwatka w proszku.

2. Koenzym Q 10 : jest niezbędny do syntezy ATP i zabezpiecza komórki przed uszkodzeniem przez wolne rodniki. Koenzym Q10 jest w sardynkach, jajkach, zbożach, szpinaku.

3. Alfa lipoic acid: pomaga w regeneracji witamin E i C po ich utlenieniu. Jego źródło znajduje się w szpinaku, brokułach, pomidorach, grochu, brukselce i brązowym ryżu.

4. Witamina E: zabezpiecza membranę komórki przed uszkodzeniem przez wolne rodniki. Znajduje się ona w zbożu, orzechach, nasionach, szpinaku, i w różnych innych zielonych warzywach liściastych.

5. Witamina C: wstrzymuje utlenianie cholesterolu i podwyższa produkcję antyoksydantów. Witamina C jest w owocach, jagodach, pomidorach. Witamina C jest niezbędna do syntezy carnityny. Konwersja Witaminy C w carnitynę zachodzi w wątrobie.

Okrężnica jest odpowiedzialna za eliminację materiałów odpadowych i toksyn oraz asymilację pożywienia . Kiedy ściany okrężnicy są twarde z powodu fermentacji odpadowych materiałów i trujących toksyn, zachodzi w niej proces gnilny i tworzą się gazy. Przewody gastryczno- jelitowe są około 40% bardziej wydajne w przyswajaniu tlenu niż płuca. Chirurdzy rutynowo używają okrężnicy pacjenta do oddychania podczas niektórych procedur chirurgicznych.

Terapia wodą utlenioną

Są dwie metody wprowadzania wody utlenionej – doustnie i dożylnie. Do większościmedycznych zastosowań wystarczy doustne przyjmowanie wody utlenionej. Terapia wodą utlenioną jest także używana jako alternatywna dla medycznego traktowania nowotworów. Woda utleniona jest wstrzykiwana dożylnie w bardzo niskich stężeniach [mniej niż 1%] bezpośrednio do krwi. Stosowanie dożylne wody utlenionej było opisane w 1920 roku podczas epidemii grypy. Dożylne stosowanie wody utlenionej było używane z sukcesem do leczenia zapalenia płuc podczas epidemii w czasie I wojny światowej. Dożylne wprowadzanie wody utlenionej zmniejszyło o połowę śmiertelność z powodu zapalenia płuc.

W 1940r. ojciec Richard Willhelm pisał o zastosowaniu wody utlenionej do leczenia chorób bakteryjnych skóry i polio. Zgodnie z Amerykańskim Stowarzyszeniem Nowotworowym „nie jest naukowo ewidentne, że woda utleniona jest bezpieczna, efektywna i użyteczna do traktowania nowotworów”.

Komórki nowotworowe [guzy], bakterie i obce elementy we krwi mogą zwykle być zniszczone podczas terapii wodą utlenioną. Operacja i chemioterapia niszczy tkankę mózgową . Dożylne wprowadzenie wody utlenionej także pomaga w chorobach płuc, gangrenie, arteriosklerozie, AIDS, przeziębieniach, astmie, nowotworach itp.

Rozedma płuc jest jednym z warunków, dla których dożylne wprowadzenie wody utlenionej jest najlepsze. Rozedma jest destrukcją pęcherzyków małych torebek powietrza w płucach. Nawilżacz z zastosowaniem przynajmniej 1 uncji [28,35g] 35% wody utlenionej dodanej do 1 galona [4,4 litra] niechlorowanej wody ułatwia nocne oddychanie. Wprowadzenie wody utlenionej ma zdolność do czyszczenia wewnętrznej części płuc i przywraca zdolnośćoddychania. W ciągu minuty tlen z wody utlenionej zaczyna bąbelkować do góry pomiędzy membranami torebek płucnych i akumuluje śluz. Pacjent zaczyna kasłać i wydala zakumulowany materiał z płuc. Częstotliwość bąbelkowania, kasłania i oczyszczania może być regulowane po prostu przez włączanie lub wyłączanie nawilżacza. Ponieważ woda utleniona czyści długą powierzchnię i niszczy infekcje bakteryjne, pacjent odzyskuje zdolność do lepszego oddychania.

Woda utleniona była używana dożylnie i dotętniczo przez lekarzy w USA i innych krajach. Międzynarodowa Fundacja Bio-Oxidative Medicine finansuje kliniczne badania w zakresie terapii wodą utlenioną. Znaleźć lekarza można pod telefonem /405/ 478 4266 lub napisać doThe Internacional Bio-Oxidative Medicin Foudation, P.O Box 13205, Oklahoma City, OK 73113.

Więcej informacji na temat stosowania wody utlenionej można uzyskać z Educational Concern for Hydrogen Peroxide /ECHO/: Father Richard Willhelm /813/ 597 4111 lub /606/ 635 9297.

Picie wody utlenionej

Organizm ludzki wydziela 70% toksyn przez oddychanie. Gdy oddychamy cząsteczki tłuszczowe w reakcji z atomami tlenu produkują CO2. Dwutlenek węgla jest najbardziej licznym produktem metabolizmu. Pozostałe 30% toksyn jest wydalanych przez defekację i pot. Małe ilości toksyn rozpuszczalnych w wodzie jest usuwanych z moczem. Jeżeli twoje oddychanie nie jest bardzo sprawne, nie masz możliwości oczyścić się z toksyn sam. Badania pokazują, że płytkie oddychanie bardzo często dotyczy osób chorych na nowotwór. Pijąc wodę utlenioną, zwykle pomagamy oczyścić ciało z nadmiaru toksyn, bakterii, wirusów i nowotworów. Własności kwasowe tłuszczy obniżają pH komórek organizmu i poziom tlenu, produkując idealny grunt dla nowotworu. Nowotwór potrzebuje kwaśnego otoczenia z niską zawartością tlenu do przeżycia i wzrostu. Twoje nerki muszą pracować ciągle, jeżeli mniej niż 70% toksyn jest usuwanych przez oddychanie, co jest przyczyną licznych chorób.

Pijąc wodę utlenioną, możemy spowodować rozstrój żołądka. Woda utleniona powinna być pita na pusty żołądek, 1 godzinę przed jedzeniem lub 3 godziny po jedzeniu. Pokarm w żołądku może być przyczyną niestrawności lub wymiotów. Osoby z chroniczną kandydozą mogą potrzebować zaczynać od 1 kropli na 8 uncji [225g] wody 3 x na dzień, następnie 2 krople na 8 uncji [225g] wody 3 x na dzień zanim zaczną stosować schemat. Nie należy mieszać chlorowanej wody kranowej z 35% wodą utlenioną. Osoby z całą serią problemów mogą skorzystać z pozostawania na 25 kroplach 3 x na dzień przez 1 do 3 tygodni. Następnie zmniejszyć do 25 kropli 2 x na dzień aż do momentu, gdy problem zniknie [od 1 do 6 miesięcy]. Niektórzy pacjenci biorą 3 lub 4 kapsułki lecytyny w tym samym czasie co wodę utlenioną, aby zatrzymać nudności.

Gdy obumarłe bakterie i toksyny są uwalniane z waszego organizmu, wasza zdolność do ich szybkiej eliminacji znowu może być przyczyną jakiegoś bólu lub dyskomfortu w nerkach. To przeciążenie toksynami może być przyczyną zmęczenia, biegunki, bólu głowy, problemów skórnych, symptomów zimna lub podobnych do przeziębień oraz nudności. Jeżeli to się zdarzy, należy zredukować dozowanie wody utlenionej do poprzedniej ilości, dopóki problemy nie ustąpią. Nie należy przerywać picia wody utlenionej, chyba że ból lub rozdrażnienie będzie bardzo poważne /ostre/. Dyskomfort i rozdrażnienie szybko zniknie po przejściu do poprzedniej ilości wody utlenionej, która była pita. Kontynuacja programu picia wody utlenionej oczyści organizm szybko z nadmiaru toksyn. Inna metoda picia wody utlenionej polega na dodaniu 1 kropli wody utlenionej do każdej uncji [28,35g] wody, którą pijecie. Jeżeli smak wody utlenionej jest dla ciebie zbyt mocny, spróbuj dodawać 1 kroplę wody utlenionej do każdych 2 uncji [56,7g] wody, którą pijesz.

Normalnie komórki organizmu mają pełno cząsteczek tlenu i lekko alkaliczne pH. Komórki nowotworowe mają kwaśne pH i brak tlenu. Komórki nowotworowe nie mogą przeżyć w otoczeniu tlenu. Nowotwór i wszystkie choroby nie lubią tlenu. Własne komórki zużywające tlen wymagają diety zawierającej odpowiednie ilości nienasyconych kwasów tłuszczowych. Większość powszechnych produktów spożywczych mających wpływ na populację jest bezpośrednio związana z głodem tlenu. Astma, rozedma i inne choroby płuc wzrastają szczególnie w metropoliach z zanieczyszczonym powietrzem. Wzrasta ilość przypadków zaparć, biegunek, pasożytów jelitowych i nowotworów jelit.

Wiele z nowych „cudownych” leków i suplementów zawiera Koenzym Q10, który pomaga regulować utlenianie międzykomórkowe. Organiczny german zwiększa poziom tlenu w komórkach. Niacyna i witamina E popiera oksydację tkankową przez rozszerzenie naczyń krwionośnych. Witamina E powoduje skuteczniejsze użycie dostępnego tlenu i bakterii acidofilnych do ustabilizowania dobroczynnej flory bakteryjnej w jelitach. Woda utleniona jest tylko jednym z wielu składników, które pomagają regulować ilość tlenu dostarczanego do komórek. Obecność wody utlenionej jest niezbędna do wielu innych funkcji. Woda utleniona jest wymagana do produkcji hormonów tarczycy i hormonów seksualnych, do produkcji interferonu, rozszerzenia naczyń krwionośnych w sercu i mózgu, i do utylizacji glukozy przy cukrzycy.

German jest śladowym pierwiastkiem, który wspiera absorpcję tlenu w komórce. German podwyższa zdolność komórek do generowania energii przez zwiększenie dostarczania tlenu do komórek. Organiczny German – 132 nie wykazuje żadnych działań ubocznych. German wzmacnia system immunologiczny, normalizuje wysokie ciśnienie krwi i cholesterolu oraz zabezpiecza organizm przed ponownymi zaburzeniami komórek. German stymuluje system immunologiczny pacjentów z nowotworem w zależności od indywidualnego zdrowia. Wysokie stężenia germanu można znaleźć w ziołach: żeń-szenia, grzybach shitake, aloesie i czosnku. Uzdrawiająca woda z Lourdes we Francji także zawiera znaczące ilości germanu. German znacząco zwiększa produkcję interferonu w organizmie. Badania sugerują, że german pomaga normalizować obronę organizmu u chorych na raka.

Pojedynczy atom tlenu jest bardzo aktywny i jest określany jako wolny rodnik. Ciągle czytamy, że wolne rodniki są odpowiedzialne za wszelkiego rodzaju dolegliwości, a nawet przedwczesne starzenie się. Nasze organy tworzą i wykorzystują wolne rodniki, aby zniszczyć szkodliwe bakterie, wirusy i grzyby. Białe ciałka krwi są odpowiedzialne za zwalczanie infekcjii obcych okupantów [bakterie, wirusy i grzyby itp.] w organizmie przez wytworzenie nadtlenku wodoru, aby je utlenić. Witamina C pomaga walczyć z infekcjami przez produkowanie nadtlenku wodoru, który stymuluje produkcję prostaglandyn. Lactobacillus znajdujący się w okrężnicy i pochwie także produkuje nadtlenek wodoru. To niszczy szkodliwe bakterie i wirusy, zapobiegając chorobom okrężnicy, pochwy, infekcjom pęcherza i wielu innych dolegliwości. Gdy lactobacillus w okrężnicy lub pochwie są wyparte przez szkodliwe wirusy, drożdże lub bakterie, dobre efekty daje natrysk lub lewatywa roztworem z 3 łyżek 3% wody utlenionej na 1,1 litra destylowanej wody. Przyjazne bakterie w okrężnicy i pochwie są tlenowe, podczas gdy szkodliwe bakterie, wirusy i komórki nowotworowe są beztlenowe i nie mogą przeżyć w obecności tlenu lub wody utlenionej.

Rodniki hydroksylowe tworzą się, gdy superutleniacz i nadtlenek wodoru reagują razem. Aby zapobiec uszkodzeniu komórek, antyutleniacze i kwas solny powinny być użyte, jeżeli woda utleniona będzie stosowana przez dłuższy okres czasu. Antyutleniacze występują w różnej postaci pigułkach i różnej formie żywności. Antyutleniaczem jest żurawina, borówki, jagody, aronia, granaty itp. Najlepszym naturalnym antyutleniaczem jest kropla oleju goździkowego na język, który zawiera 10 razy więcej antyutleniaczy niż owoce jagodowe. Dentyści używają oleju goździkowego jako antyseptyka od wielu lat.

Woda utleniona pomaga na następujące choroby i dolegliwości:

początki cukrzycy u dorosłych, alergie, chorobie Alzheimera, anemię, anginę, arytmię, artretyzm, astmę, infekcje bakteryjne, zapalenie oskrzeli, nowotwory, candida, choroby układu krążenia, choroby naczyniowe mózgu, syndrom chronicznego zmęczenia, przewlekły ból, zgorzel cukrzycowa, retinopatia cukrzycowa, problemy trawienne, rozedma, infekcja Epstein-Barr, alergie pokarmowe, zakażenia grzybicze, gangrena, zapalenie dziąseł, bóle głowy, choroby serca,, opryszczka, półpasiec, zakażenia, zaburzenia odporności, infekcje HIV, choroby zakaźne, grypy, ugryzienia owadów, marskość wątroby, toczeń rumieniowaty, migrenowe bóle głowy, stwardnienie rozsiane, zakażenia pasożytami, choroba Parkinsona, zapalenie płuc, choroby prostaty, choroby płuc, reumatoidalne zapalenie stawów, zapalenie zatok, ból gardła, cukrzyca typu II, wrzody, zakażenia wirusowe, brodawki, grzybice itp.

Pewne efekty picia wody utlenionej są następujące: znika zapalenie stawów, normalizuje się ciśnienie krwi, nowotwory przechodzą w remisję, powraca wysoki poziom energii, regulują się organy wewnętrzne, polepsza się pamięć, eliminuje się depresja itp. Woda utleniona stymuluje system enzymatyczny w całym organizmie, zwiększa metabolizm, powoduje rozszerzenie małych tętnic i zwiększa przepływ krwi, wzmacnia w organizmie dystrybucję i konsumpcję tlenu podczas wzrostu temperatury ciała.

Możliwe są następujące reakcje podczas picia wody utlenionej: wysypki na skórze, nudności, senność, nietypowe zmęczenie, biegunka, katar, infekcje ucha, czyraki lub inne, które świadczą o tym, że toksyny są wydalane z organizmu. Jest to naturalna reakcja organizmu na oczyszczanie i to oczyszczanie będzie trwało krótko, jeżeli będziesz kontynuował swój program stosowania wody utlenionej. Przede wszystkim nawet jeżeli musisz zmniejszyć ilość dawki, kontynuuj program. Nie rezygnuj. Jeżeli masz jakąś reakcję na wodę utlenioną z powodu oczyszczania organizmu, możesz chcieć zwiększyć dawkę, aby przyspieszyć oczyszczanie. Oczyszczanie jest efektem działania organizmu na umierające bakterie lub różne formy trucizn, które są uwalniane i eliminowane z organizmu przez różne organy, jak skóra, płuca, nerki i wnętrzności. Pamiętaj: kiedy woda utleniona wchodzi w kontakt z wirusami i paciorkowcami, będzie uwalniany wolny tlen. To może się zdarzyć w twoim żołądku. Jeżeli twój żołądek czuje dyskomfort, to znaczy tylko, że woda utleniona niszczy wirusy i paciorkowce w twoim organizmie.

Niebezpieczeństwa i skutki uboczne stosowania wody utlenionej są nieliczne i sprzeczne. Zaobserwowano 2 wypadki śmiertelne u dzieci, które spożyły 27% wodę utlenioną i 40% wodę utlenioną [oczywiście nie spożywa się w celach leczniczych takich stężeń, tylko nadtlenek się rozcieńcza; to były wypadki]. Pewna kobieta połknęła pełne usta 35% wody utlenionej. Zaczęła natychmiast wymiotować, a następnie zemdlała i zatrzymał się oddech. Doświadczyła erozji i krwawienia z przełyku i żołądka, ale przeżyła ten wypadek. Została poddana badaniu 12 dni później i jej żołądek i przełyk były zdrowe.

Uwaga

Biorąc wodę utlenioną bezpośrednio przed snem można mieć trudności z zasypianiem, ponieważ wzrasta poziom tlenu w komórkach.

UWAGA: osoby, które miały przeszczepy, nie mogą stosować wody utlenionej. Woda utleniona stymuluje system odpornościowy i może spowodować odrzucenie przeszczepu.

Wodę utlenioną należy przechowywać w miejscu niedostępnym dla dzieci. Najlepiej przechowywać ją w tyle lodówki lub zamrażarki w pudełku lub innym pojemniku z napisemNIEBEZPIECZNE.

Pić wodę utlenioną 1 godzinę przed lub 3 godziny po jedzeniu. Dodaj wodę utlenioną do czystości „do celów spożywczych” do 8 uncji [226,8g] destylowanej wody, źródlanej wody, mleka, soków warzywnych lub soków owocowych. Nie należy używać chlorowanej wody kranowej. Woda utleniona jest używana do pasteryzacji mleka w większości krajów na całym świecie. 12 kropli 35% wody utlenionej na 1,1 litra mleka jest równoznaczne z pasteryzacją. W świeżych sokach z marchwi i bananów znajduje się enzym, który rozkłada wodę utlenioną na wodę i tlen podczas kontaktu. Nie używać napojów słodzonych, alkoholowych lub gazowanych. Pić wodę utlenioną na pusty żołądek. Jeżeli twój żołądek się rozstroi na danym poziomie, zostań na tym poziomie lub wróć do poprzedniego poziomu. Ofiary grzyba Candida mogą potrzebować zostać na 1 dawce na dobę aż do 1 tygodnia, zanim zaczną schemat dozowania wody utlenionej. Kiedy reagujemy na wyższe dawki, można używać więcej wody. Bardzo ważne są głębokie oddechy na świeżym powietrzu i ćwiczenia.

Uwaga: Jeżeli jakieś wysokie stężenie wody utlenionej upadnie na skórę, należy natychmiast spłukać skórę wodą. Na skórze mogą czasowo powstać białe plamy.

Uwaga tłumacza: po porównaniu schematów używania wody utlenionej stwierdzono, że w schemacie dozowania 3% wody utlenionej pomyłkowo napisano „uncja” zamiast łyżeczka, co zostało poprawione w tłumaczeniu.

1 łyżeczka 3% wody utlenionej i ½ łyżeczki 6% wody utlenionej oraz 4 krople 35% wody utlenionej zawierają tą samą ilość nadtlenku wodoru.

Schemat używania 3% wody utlenionej o czystości do celów spożywczych.

Dzień 1 ………………….. 1 łyżeczka dziennie

Dzień 2 ………………….. 2 łyżeczki dziennie

Dzień 3 ………………….. 3 łyżeczki dziennie

Dzień 4 ………………….. 4 łyżeczki dziennie

Dzień 5 …………………. 5 łyżeczek dziennie

Dzień 6 do 12 …………. 5 łyżeczek 2 x dziennie

Dzień 13 do 19 ………… 5 łyżeczek 3 x dziennie

Dzień 20 do 25 ………… 5 łyżeczek 2 x dziennie

Dzień 27 do 32 ………. 5 łyżeczek co drugi dzień

Dzień 33 i dalsze …… 5 łyżeczek co trzeci dzień

Jeżeli powyższe ilości są zbyt duże, wróć do takich ilości spożywania, przy których czujesz się komfortowo. Zostań na tym poziomie aż do czasu, kiedy uzyskasz oczekiwane rezultaty. Jeżeli kondycja jest zła, zostań na 8 łyżeczkach 0,5% roztworu dwa razy na dzień tak długo,jak potrzeba. Aby uzyskać 0,5% roztwór wody utlenionej, należy zmieszać 1 część 3% wody utlenionej z 5 częściami wody destylowanej. Jeżeli masz słaby żołądek, spróbuj używać 1 łyżeczkę 3% wody utlenionej w 8 uncjach [226,8g] mleka, soku warzywnego, soku owocowego, napojach niesłodzonych, bezalkoholowych i nie gazowanych.

Schemat używania 6% wody utlenionej o czystości do celów spożywczych:

Dzień 1 ……………………. 1/2 łyżeczki dziennie

Dzień 2 …………………… 1 łyżeczka dziennie

Dzień 3 …………………… 1 ½ łyżeczki dziennie

Dzień 4 ……………………. 2 łyżeczki dziennie

Dzień 5 ……………………. 2 ½ łyżeczki dziennie

Dzień 6 do 12 ……………… 2 łyżeczki 3 x dziennie

Dzień 13 do 19 …………….. 2 łyżeczki 2 x dziennie

Dzień 20 do 27 ………….. 2 łyżeczki co drugi dzień

Dzień 28 do 35 ………….. 1 łyżeczka co drugi dzień

Schemat używania 35% wody utlenionej o czystości do celów spożywczych

Dzień 1 …………………….. 3 krople, 3x dziennie

Dzień 2 ……………………. 4 krople, 3 x dziennie

Dzień 3 ……………………. 5 kropli, 3 x dziennie

Dzień 4 ……………………. 6 kropli, 3 x dziennie

Dzień 6 ……………………. 8 kropli, 3 x dziennie

Dzień 7 ……………………. 9 kropli, 3 x dziennie

Dzień 8 …………………… 10 kropli, 3 x dziennie

Dzień 9 …………………… 12 kropli, 3 x dziennie

Dzień 10 ………………….. 14 kropli, 3 x dziennie

Dzień 11 ………………….. 16 kropli, 3 x dziennie

Dzień 12 …………………. 18 kropli, 3 x dziennie

Dzień 13 …………………. 20 kropli, 3 x dziennie

Dzień 14 …………………. 22 krople, 3 x dziennie

Dzień 15 …………………. 24 krople, 3 x dziennie

Dzień 16 …………………. 25 kropli, 3 x dziennie

Przy poważnych problemach zostań na 25 kroplach 3 x dziennie przez 1 do 3 tygodni. Zredukuj dozowanie do 25 kropli 2 x dziennie, gdy problemy odejdą. Może to być od 1 do 6 miesięcy. Kiedy problem zniknie, zredukuj dozowanie do 25 kropli 1 x dziennie przez tydzień, następnie 25 kropli co drugi dzień przez tydzień, następnie 25 kropli co trzeci dzień przez tydzień i 25 kropli co czwarty dzień przez tydzień. Dobre rutynowe postępowanie to od 5 do 20 kropli na tydzień. Dodatek miedzi do wody utlenionej zwiększa skuteczność wody utlenionej na bakterie aż do 3000 razy. Koenzym Q10, organiczny german, niacyna, witamina E, olej lniany, lecytyna i acidofilne bakterie pomagają zwiększyć utlenialność.

http://www.igya.pl/